Ogromna Pustynia Lut ze światowym rekordem temperatury. Jak zorganizować wyjazd i kiedy się wybrać? Nasza historia kamperem NIE 4×4!

Pustynia Lut to druga obok Wielkiej Pustyni Słonej, największa pustynia w Iranie. Zajmuje powierzchnię 80  tysięcy kilometrów kwadratowych. Większość kraju położona jest na płaskowyżu na dość wysokim poziomie, a Pustynia Lut jest dokładnie 500-600m n.p.m. 

To na co warto zwrócić uwagę, to jej budowa. Lut nie jest znana z pięknych piaszczystych wydm, a z potężnych Kalutów. Pustynia jest bowiem pylasto-żwirową, a wydmy znajdują się tylko w niektórych jej częściach. Według Wikipedii NASA zanotowała tutaj najwyższą temperaturę na świecie – 70,7 stopni! 

Gdzie znajduje się Pustynia Lut

Pustynia rozciąga się na, wspomniane już we wstępie 80 km kwadratowych i jest pasmem około 500 km długości na 200 km szerokości. Na mapach google znajdziemy ją, wpisując „Kalouts Of Lut desert” i to tam najlepiej udać się na wyprawę. Pustynia rozciąga się co prawda w dwóch prowincjach: Kerman oraz Sistan i Beludżystan, ale to tereny w okolicy Kerman są najbardziej popularne – co nie oznacza, że odwiedzanie jakiś bardzo tłumnie.

Wybierając się w okolice Pustyni Lut, czyli do południowo-wschodniego Iranu warto zainteresować się pobliskimi atrakcjami, takimi jak: miasta Yazd, Rafsandżan, cytadelą w Bam oraz kilkoma mniej popularnymi perełkami, o których przeczytać więcej będzie można w moim e-booku z Iranu (premiera we wrześniu!)

Kiedy jechać na Pustynię Lut

Wizyta na pustyni latem jest raczej niemożliwa, bo sięga między 40-50 stopni. Każdy Irańczyk złapie się za głowę na taki pomysł, za to zimą, jesienią i wczesną wiosną czas jest idealny. W grudniu dla porównania średnia temperatura to około 10 stopni. Oczywiście pamiętać należy też o różnicach temperatur między dniem, a nocą. My byliśmy w maju 2022 roku i wieczorem temperatura była idealna, w południe ledwo do wegetacji. Pustynię Lut odwiedziliśmy podczas trzymiesięcznej podróży po Iranie naszym samodzielnie zbudowanym kamperem.

Samodzielny wyjazd na pustynię czy z przewodnikiem?

W Iranie bez żadnego problemu znajdziesz przewodnika z autem 4×4, który po znanych trasach zabierze Cię na ten piękny skrawek irańskiej ziemi. Wystarczy zapytać kogokolwiek, lokalni mieszkańcy dobrze znają swój rynek. Możesz też, jeśli tak jak my masz swój samochód, wjechać na pustynię we własnym zakresie ALE:

  • nawet twarde podłoże może być takie tylko z pozoru i tak jak my w poniższej historii, mocno się zdziwisz
  • przygotuj dużo wody i nie jedź na pustynię w środku dnia, jeśli jest już ciepło, nie znajdziesz wtedy żadnego cienia, a temperatura nie da żyć

Jeśli chcesz uniknąć kłopotów, w jaki my się wpakowaliśmy, przeczytaj poniższy tekst 🙂 Na własną rękę pomocna może okazać się aplikacja dla podróżników iOverlander, gdzie znajdziesz świetne punkty, z komentarzem i zdjęciami.

My ruszyliśmy na pustynię z miejsca GPS: 30.82876, 57.78203 z ww. aplikacji.

PS. Nasz VanDom nie jest autem 4×4, ma blokadę mostu i waży około 5,5 ton, a więcej przeczytać możesz o nim w zakładce Vanlife.

Nasza historia z Pustyni Lut – głupota część I

Przyjechaliśmy na Pustynię Lut, potężną, ogromną, ciepłą i całkowicie się zdziwiliśmy, bo Pustynia Lut nie wygląda tak, jak sobie pustynie wyobrażamy. To nie piaszczyste wydmy, a z pewnością nie takie, jakie nam się marzą. Zaczęliśmy od znalezienia zjazdu z głównej drogi, co później okazało się nie tak dobrym pomysłem.

W okolice popularnego zjazdu na pustynię dojechaliśmy w południe, za co spokojnie możemy wręczyć sobie medal z ziemniaka. Słońce w maju świeci już pionowo i nawet potężne kaluty, z których słynie pustynia, nie rzucały ani grama cienia na rozgrzaną ziemię. Przyszło nam stać w słońcu i topić się powoli. Kiedy po południu jeden z kalutów rzucił nieco cienia, my w akcie desperacji byliśmy gotowi stać pod kątem 90 stopni, by tylko skryć się pod jego osłoną.

Droga w głąb pustyni – głupota część II

Tak przeczekaliśmy do 16:00 i ruszyliśmy w głąb pustyni. Zapraszamy do wręczania kolejnych orderów za pomysłowość. Wiemy bowiem, że nasz VanDom jest ciężki, ale ziemia wydawała się być skamieniała. Właśnie padło słowo klucz – wydawało się. Zjeżdżając z asfaltowej drogi, teren powoli się obniża, nieznacznie ale jednak. Stąd, kiedy zaczęliśmy się zagłębiać w pustynię, jechało się bardzo wygodnie, a coraz większa liczba kalutów ciągnęła nas coraz bardziej. W aplikacji Park4Night znaleźliśmy kilka punktów zaznaczonych jako piękne miejsca na nocleg. Chcieliśmy tam dojechać, ale w końcu doznałam przebłysku geniuszu i zdążyłam jeszcze tylko zapytać: czy nam uda się wrócić przez ten piach pod górę? Wtem nasz VanDom stanął i.. tak został.

Dziękuję losowi, że faktycznie na Pustynię Lut zaczęliśmy wjeżdżać o 16:00, bo słońce zaczęło się już kierować ku zachodowi, a my byliśmy zakopani w piachu. Nie ma co wspominać, że zaczęła się piękna złota godzina, a my, zamiast chwycić za aparat, chwyciliśmy za łopaty. Całą historię będziecie mieć okazję przeczytać w ebooku z Iranu, który swoją premierę mieć będzie we wrześniu tego roku!

Nie mogę zostawić Was jednak bez tej historii, więc po części ląduje ona na blogu. Za pomocą łopat, drewnianych podkładów, podnośnika i zgrzewki zamarzniętej wody udało nam się wyjechać z największego piachu. Odcinek 30 metrów pokonywaliśmy do godziny 19:00. Taaaak, więc blisko 3 godziny.

Zakopani w piachu – czyli ile czasu byliśmy na pustyni

Oczywiście była to ogromna radość, ale najgorsze, czyli powrót do asfaltu był przecież dopiero przed nami. Dlatego (o Boziu jak dobrze) zrezygnowaliśmy z nocowania na pustyni i zgodnie postanowiliśmy, że najrozsądniej będzie wyjechać jeszcze tego wieczoru. Noce na pustyni są chłodniejsze, ale w ciągu dnia temperatury sięgają w ty okresie pod 40 stopni!

Znaleźliśmy ślady opon, które mogły prowadzić odrobinę lepszą trasą. Być może tak było, ale radość z jazdy powrotnej trwała może 15 minut. Ponownie utknęliśmy i chociaż odcinek przed nami nie wydawał się długi, najgorsze było to, na co zbyt późno zwróciłam uwagę, czyli że był pod górkę. Ponowne wykopywanie się i mozolne przesuwanie do przodu trwa do 30 minut po północy.

Czy w tym czasie wyjechaliśmy? Nie, ale padliśmy na twarze, więc poszliśmy coś zjeść – dlatego kochamy nasz dom na czterech kołach! Ustawiliśmy budzik na 5:00 i założyliśmy, że jeśli do 11:00 nie uda nam się wyjechać, trzeba będzie gnać po pomoc, chociaż kto wyciągnąłby nasze Vario, które waży ponad 5,5 ton? Na szczęście finał tej historii jest pozytywny! Z nową energią i dużą dozą motywacji udaje nam się dość sprawnie pokonać kolejne 100 metrów metodą łopatologiczną. Później koła łapią twardszy grunt i czym prędzej bez oglądania się za siebie Krzysiek pruje w stronę drogi głównej.

Na całe szczęście skończyło się na kupie śmiechu i kilku odciskach na dłoniach. Czy mogło być gorzej? Pewnie tak, ale nie byliśmy zgubieni, mieliśmy rowery i do pobliskiego miasteczka nie było jeszcze aż tak daleko. Także luuuz, ale nie róbcie tego w domu 😀

Maja R.

Dodaj komentarz