Turcja kocham i nienawidzę CZĘŚĆ I: zachowania za kierownicą, drogi płatne i system HGS oraz jak kupić kartę SIM

Nie umiem określić tego inaczej, niż stwierdzając, że to Turcji stosunek mam iście ambiwalentny . Po spędzeniu w tym ogromnym kraju blisko 5...

Nie umiem określić tego inaczej, niż stwierdzając, że to Turcji stosunek mam iście ambiwalentny. Po spędzeniu w tym ogromnym kraju blisko 50 dni czuję wewnętrzne rozdarcie między tym co mnie w tym miejscu ujęło za serce, a tym co podnosiło ciśnienie z równie wielką skutecznością i w czasie ułamków sekund. Dziś zabiorę Was na nie taki znów krótki spacer po labiryncie myśli, które przez półtorej miesiąca układały się w mojej głowie. Czy finalnie cały turecki obraz złożył się jak puzzle, czy jednak nadal wiele elementów do siebie nie pasuje? Rozejrzyjmy się po kraju wspólnie, a przy okazji zobaczycie czym Turcja może Was zaskoczyć.

Czy ten artykuł jest dla osób, które to Turcji wybierają się na tygodniowy all inclusive, dla tych którzy jadą sami na dłużej, albo dla tych który nie biorą tej destynacji w ogóle pod uwagę jako wakacyjnego kierunku? Tak owszem, bo czemu by nie? 😊 Zbiór ciekawostek, moich spostrzeżeń, wiedzy którą nabyłam, sytuacji w jakich brałam udział mogą pozwolić Wam rzucić okiem na kraj, o którym wbrew pozorom wiemy niezwykle mało. Odkrywamy karty:

Tureckie drogi jak marzenie! 

To co pierwsze rzuciło nam się w oczy po dotarciu do Turcji samochodem od strony greckiej, to potężne i niezwykle prezentujące się przejście graniczne. Wszechstronne, niemalże pachnące nowością, z bezproblemową obsługą i wojskiem co jakiś czas lekko machającym nam ręką, że spokojnie możemy jechać dalej. Ruszamy w stronę Stambułu i droga okazuje się być na miarę niemieckich autostrad. Co potwierdzi się podczas dalszej podróży, to fakt że drogi w Turcji obecnie (2021 rok) są w dobrym stanie. Przynajmniej te łączące ze sobą większe miasta bronią się na tle Europy i Polski. Jasne, że do mniejszych wiosek górskich, albo tych wgłębi pół, gdzie horyzont ciągnie się jak okiem sięgnąć, a przed nami wydać tylko ledwo odbijające się od ziemi krzaki pełne igieł i kolców, droga może nie być najlepsza. Są szutry i piachy, są dziury i unoszący się kurz, kamienie sypiące się spod kół. Są drogi o kącie nachylenia stanowczo nie przystosowanym do poruszania się na nich samochodem. Jednak ogromna sieć dróg jest po prostu w idealnym stanie.

Klakson, oręż prawdziwego kierowcy

Mogłoby być tak pięknie ale no właśnie, jest kilka ale. Na trasach między miastami aż tam bardzo tego nie widać. Chociaż i tutaj klaksony są używane na tyle często, że w polskich warunkach uznałoby się to za mocne nadużycie. Podejrzewam, że policja mogłaby wystawić nam stosowny kwitek do opłaty, za takie używanie klaksonu, w celach.. W celach czasami niewiadomych, tzn. z pewnością autor ma coś na myśli, ale nam pozostaje tylko zastanawiać się, co "mówi do nas" tym razem. Interpretacja leży już po naszej stronie, bo czasami inny kierowca chce abyśmy mu trochę zjechali, bo ten ma zamiar wyprzedzać na ciągłej, ale równie dobrze może też nas pozdrawiać, bo mamy fajne auto. Może też trąbić, bo obok jest warsztat jego kolegi, albo dlatego że akurat mu się przypadkiem łokciem oparło na kierownicy. Oczywiście trąbienie zdarza się kiedy jedziesz autem i ktoś Cię wyprzedza, ale też kiedy jedzie ktoś z naprzeciwka, wtedy kiedy stoisz przy drodze, jedziesz rowerem albo idziesz na pieszo. Pamiętaj jednak, że może wcale nie chodzić o Ciebie.

Egzotyka rowerowa 

Jak już mowa o rowerze, to co było dla nas zaskoczeniem na plus. Okazało się że jazda na rowerze jest tutaj dość bezpieczna. Przy całej brawurze tureckich kierowców rowerzysta jest (i to prawie w całym kraju) zjawiskiem tak egzotycznym, że wszyscy traktują go jak króla. Mówię rzecz jasna o drogach międzymiastowych, gdzie Krzysiek czasami wychodził na 50, 100 czy 200 kilometrowy trening. Spotkał się wtedy z omijaniem szerokim łukiem, lekkim klaksonem, który raczej wyrażał słowo "cześć" oraz z wyciągniętymi kciukami w górę na szybko wysuwanymi przez uchylone okna pędzących pojazdów. Co było dla nas ciekawe to w Turcji innych rowerzystów było jakby mało. 

Miasto - korki, klaksony i drogowa samowolka

A teraz skoro już się tak rozpędziliśmy na tej pięknej jakości drodze, to czas wjechać do miasta. Tutaj zaczyna się cyrk na kółkach - dosłownie. To na co dobrze jest się przygotować to korki, bo mimo że po sposobie jazdy Turków można odnieść wrażenie, że no gdzieś ci panowie (głównie panowie prowadzą samochody) ewidentnie się spieszą. W praktyce? Nie do końca, bo miasta lubią być zakorkowane z powodów dość dziwnych, dziwnych z naszej perspektywy. Przecież nie wyobrażamy sobie aby zostawić auto na środku jedynego pasa drogi między budynkami w celu udania się do piekarni po chleb. Tutaj nie jest to niczym dziwnym. Normą jest zatrzymanie pojazdu w miejscu, gdzie akurat dzierżący kierownicę władzy ma ochotę. To nic, że zaraz obok jest parking, kiedy ten ma zamiar stanąć tutaj i.. koniec. Czy ktoś się tym przejmuje? Niezupełnie, bo nieraz kiedy niemalże utknęliśmy w wąskich uliczkach małego miasteczka znajdował się ktoś (oczywiście Pan) który z werwą machał dłonią, że przecież się zmieścimy. Ewentualnie składał komuś lusterko, jeśli się dało i tak jechaliśmy dalej.

Anarchia, w której jest metoda, czyli patrz, myśl i rób.

Co do przepisów ruchu drogowego, to na tak prozaiczne elementy bezpiecznego poruszania się po drodze jak pasy bezpieczeństwa, kierunkowskazy, pasy na asfalcie, znaki zakazu i nakazu, stopu i kolory świateł też nikt zdaje się nie zwracać uwagi. I wiecie co? To naprawdę nie jest wcale aż takie głupie! Ulica zdaje się bowiem żyć własnym życiem, ruch oczywiście z pewnymi korkami zdaje się płynąć jak rzeka. Jedziesz autem i widzisz zbliżających się do środka drogi pieszych, ciśnienie trochę Ci skacze i myślisz "no gdzie mi się tu pchacie", a oni w sumie się nie pchają. Wszyscy zdają się mieć oczy dookoła głowy i ten pieszy idzie z dokładnym wyliczeniem w głowie, kiedy go ominiesz, a on raz dwa będzie na drugiej stronie ulicy. Pasów na drodze dwa, ale ni stąd ni zowąd trzy i ktoś cię wyprzedza z prawej strony. Mało tego, pasów dwa w jedną stronę, a tutaj ktoś zapidala pod prąd! Można pokusić się o stwierdzenie, że przepisy ruchu drogowego są tutaj umowne, mogą pomagać, są jakimś tam wyznacznikiem, ale życie życiem i trzeba płynąć z prądem. Reagować, myśleć i jechać.

Wypadki na drogach, deszcz i ukryte progi zwalniające

Wypadków widzieliśmy mało, w sumie nie widzieliśmy żadnego (o nie przepraszam, ktoś uderzył w barierkę, bo na asfalcie rozlany był olej i tańczyliśmy po nim jak gwiazdy na lodzie). Tak więc te samochody duże i małe, piesi, dzieci (rowerzystów w Turcji stosunkowo niewiele) jakoś harmonijnie się przeplatają i w tym szaleństwie, jak widać, jest metoda! Jeśli przyjdzie Ci jechać w warunkach deszczowych, to lepiej uważać. W wielu miejscach pojęcie dostosowania prędkości jazdy do warunków panujących na drodze może być obce. Prawie zapomniałam, warto patrzeć pod koła 😆 W wielu miejscach ktoś zapomniał oznaczyć progów zwalniających. Nie ma żadnego znaku o takowym, nie ma znaku aby zwolnić, nie ma nawet pasów na asfalcie. Za to nagle z ulicy wystaje dość wysoki próg zwalniający, który nie spełnia funkcji zwalniania, a raczej katapulty. Może to w Turcji nazywa się inaczej?

Policja i wojskowe kontrole w strefie przygranicznej

Jeszcze coś o czym warto wspomnieć, bo to także znaczące różnice w poruszaniu się po drogach tureckich, a polskich. Po pierwsze niech nie dziwią Was atrapy policyjnych wozów i policjantów przy drodze. Czasami nawet mają mrugające lampki, aby dodać im realizmu. To przydrożne elementy wystroju dróg w całym kraju. Za to panami, których spotkamy na wschodzie i południowym-wschodzie kraju są wojskowi. Jak zobaczycie punkt kontrolny, to zdecydowanie nie jest to atrapa! Żołnierze stoją ze specjalnymi tabletami i spisują tablice rejestracyjne pojazdów.. tureckich. Nas na takiej kontroli zatrzymano tylko raz. Żołnierz wspominał coś o Afganistanie i kazał otworzyć bagażnik, ale na widok wnętrza zrezygnował z rewizji, a finalnie nawet nie zajrzał do środka vana. To jest tutaj normalne, a dla nas było czymś nowym. Miejmy jednak świadomość, że Turcja graniczy nie tylko z pięknymi morzami, Grecją, Bułgarią i Gruzją. Dla przykładu granica turecko-armeńska jest zamknięta. Dalej granica z Iranem, Irakiem i Syrią są miejscami o nie do końca stabilnej sytuacji (od razu jednak dodam, że to nie jest tak, że Turcja jest biednym krajem otoczonym przez terrorystów - NIE).

Płatne drogi, mosty i system płatności naklejką HGS

Ostatnim temat jaki chcę poruszyć pochylając się nad tematem tureckich dróg i autostrad są drogi i mosty płatne. Po wpisaniu hasła w google wyskoczy Wam informacja, że wszystkie autostrady w Turcji są płatne. Prawda, ale tych nie ma znów aż tak wiele. Łączą największe i te najpopularniejsze miasta w kraju. Z opłatami liczyć musimy się wjeżdżając do Turcji z Bułgarii, w okolicy Stambułu i na odcinkach Stamdbuł - Izmir, Stambuł - Ankara - Adana i dalej Adana - Sanliurfa. Omijanie dróg płatnych nie jest trudne i nie jest głupie, bo jak wspomniałam drogi w Turcji są naprawę w super stanie. Nie ma jednak szansy, aby opłat uniknąć całkowicie jadąc do Stambułu. Wszystkie mosty w mieście są płatne, a cena przejazdu przez Most Bosforski wywala z kapci. Podobno, aby przejechać przez płatne drogi trzeba mieć naklejkę HGS. Nie jest to 100% prawdy, bo na wielu bramkach można zwyczajnie zapłacić kartą, na jakich? Ciężko stwierdzić, bo informacji o tym nigdzie się nie znajdzie. I to jest właśnie to co w Turcji wytrąca mnie z równowagi absolutnie. Wiem, że wielu okrzyknęłoby to mianem "przygody" - rozumiem i szanuję. Nie zmienia to jednak faktu, że poziom dezinformacji doprowadza mnie do białej gorączki, zabiera mi niepotrzebnie energię i czas, które wolałabym włożyć w coś zupełnie innego, niż przez trzy dni poszukiwanie informacji, które w każdym źródle prawią inaczej.

Zakup naklejki HGS i absolutny brak informacji

Pierwszą nieprzyjemną sytuację mieliśmy na stacji paliw Shell, gdzie można kupić wspomnianą już naklejkę na szybkę HGS. Zakupu można dokonać na stacji Shell oraz w punkcie pocztowym, czyli PTT. 

Naklejka HSG działa jak konto, które mamy doładowane pewną kwotą. Przejeżdżając przez bramki automatycznie pobierana jest odpowiednia opłata w zależności od kategorii pojazdu. Jeśli zabraknie nam środków mamy 14dni  na doładowanie konta bez konsekwencji. 

Kategorii w Turcji mamy 6 i każda odpowiada innemu pojazdowi. My zastanawialiśmy się, czy odpowiednia dla nas jest kategoria 1 czy 2. Waga samochodu nie ma znaczenia, ważny jest rozstaw osi. Kategoria 1 rozstaw mniejszy niż 3,2 metra, z kolei kategoria 2 to pojazdy o większym rozstawie osi. Pomiar rozwiał wątpliwości i 3 metry 15 centymetrów było dla nas zbawienne! Kategoria pierwsza jak nic. Pani na stacji paliw sprzedała nam kategorię 3 - autobusy 😳 Kiedy po chwili się zorientowaliśmy na zwrot było już za późno. Ekspedientka tłumaczyła się tym, że nie miała naklejki dla kat. 2, upierała się że kat. 1 nie jest dla nas, więc dała nam kat. 3 co jest przecież bez różnicy! Nasza naklejka doładowana była wartością 100tl i bez różnicy czy mamy naklejkę kategorii 1 czy 3. Otóż różnica jest znacząca. Za przejechanie jednego z najdroższych mostów pojazd kat. 1 płaci 147,50tl, a pojazd kat.3 aż 280tl, czyli dwukrotnie więcej! Chcieliśmy na spokojnie naklejkę wymienić - nie da się. Chcieliśmy ją na spokojnie zwrócić - nie da się. Jaką receptę miał dla nas kierownik stacji? Olać temat, przecież kto będzie robił aferę o jakieś 100tl. Zdenerwowani na odchodne rzuciliśmy tylko, że skoro 100tl to jest nic, to może nam wyjmie z kasy i je odda.

Problemy z naklejką HGS i odsyłanie od okienka do okienka

Kolejnego dnia karnawał sprzecznych informacji trwał w najlepsze. Udaliśmy się do punktu pocztowego w Stambule. Ochroniarz miły i uczynny odesłał nas do innego oddziału PTT, tam do jeszcze innego, w końcu dowiedzieliśmy się, że podobno naklejkę można oddać po miesiącu od zakupu. Jeśli faktycznie nie będzie używana poczta zwróci nam pieniądze. Był 18 października 2021, w Turcji planowaliśmy być jakieś dwa miesiące - nie do końca w to uwierzyliśmy i czuliśmy, że to po prostu odbijanie piłeczki, ale ostatecznie postanowiliśmy, że poczekamy i sprawdzimy. Kupiliśmy za to naklejkę dla kategorii 1, zainstalowaliśmy aplikację, do kontrolowania budżetu i ruszyliśmy. Już po przejechaniu mostu mieliśmy debet i na bramce dostaliśmy wydruk z informacją. Poszliśmy z tym na pocztę aby uregulować zadłużenie - wysłano nas do jednego z dwóch banków podanych na wydruku. Poszliśmy pod wskazany adres - wysłano nas do drugiego z banków. Czy tam próbowano nas z powrotem odesłać do pierwszego? A jakże! Nie daliśmy się odesłać.

Przepisy wymyślane na poczekaniu i te o których nikt Ci nie powie

Pan w kasie usilnie wmawiał nam, że nie możemy dokonać spłaty zadłużenia, bo nie mamy tureckiego dowodu. Zalecił próbę spłaty przez aplikacje, ta odrzucała nam wszystkie karty. O ile ten pomysł był okej, tak kolejny był po prostu głupi! Zalecił nam znalezienie tureckiego przyjaciela, który zapłaci za nas, a my mu oddamy pieniądze. Kiedy uznaliśmy, że niech w takim razie on to zrobi, bo przecież nie będziemy ludzi na ulicy zaczepiać, nie był już taki pomocny. Zostawił nas samych sobie z problemem bez wyjścia na dwa dni przed terminem spłaty zobowiązania. Dlaczego NIKT nie powiedział nam, że wystarczy doładować konto, a system sam pobierze tą opłatę? Nie wiem, tą wiedzę znaleźć musieliśmy sami. Wróciliśmy na pocztę, pani od wejścia widząc nasz kwitek wołała "nie, nie, idźcie do banki". Tym razem my sprytnie mówimy "nie chcemy spłacić zadłużenia, chcemy zwyczajnie doładować swoje konto HGS". Bingo, możemy, robimy doładowanie, płacimy gotówką, dzień później system sam pobiera z konta odpowiednią kwotę. Nam na naklejce zostaje jakie 4tl, którego nie będzie nam już dane wykorzystać do końca wyjazdu.

Operatorzy telefonii komórkowych i bardzo wolny rynek

W międzyczasie załatwiania spraw z naklejką HGS szukaliśmy też karty SIM z internetem. No i tutaj proszę Państwa mamy już bajlando na całego! Jakby to ładnie ująć w słowa: konkurencja pełną gębą. Biorąc na tapet polskie realia mamy tego Plusa, Playa, Orange i inne, konkurencja między operatorami trwa. Dostajemy różne oferty z różnych stron, ale wiemy że czy pójdę do Plusa w Warszawie, czy do Plusa w Sosnowcu czeka mnie ta sama oferta. W Turcji sprawy mają się inaczej, bo nie dość, że operatorzy mają swoje różne oferty, to w każdym sklepie i każdym salonie czeka na nas coś innego! W salonie inne oferty i ceny?! Ja tego pojąć nie potrafię. Ale to dopiero początek. 

Po raz kolejny ktoś robi z Ciebie głupka

W Turcji na dzień dobry należy kupić kartę SIM, oddzielnie, numer, pustą, samą za najczęściej 200tl. Jest to niecałe 100zł, sto złotych za samą kartę SIM, którą należy doładować aby kupić pakiet internetu. Czasami zdarza się, że jakiś pakiet w cenę już jest wliczony, przez co można wyciągnąć pochopne wnioski, że internet w Turcji jest drogi. To nie jest prawda, bo sam w sobie pakiet internetu jest w cenach dość uczciwych. Tak więc w Stambule oprócz spacerów po pocztach mieliśmy też spacer po najważniejszych operatorach: Vodafone, Turcell i Türk Telekom. Wszędzie w granicy 200-250tl za kartę SIM i około 15GB internetu. Jasna sprawa, że w sklepie każdy sprzedawca ma dla Ciebie najlepszą ofertę. Jak chcesz inną, to zaraz znajdzie kilka argumentów począwszy od kiepskiego zasięgu, skończywszy na tym, że naprawdę nie masz o niczym pojęcia. Na szczęście te wizyty na pocztach się przydały, bo jest też coś takiego jak PTTcell, które ma niezwykle korzystną ofertę!

Zakup karty SIM na poczcie PTT i bardzo  korzystna oferta

W punkcie pocztowym PTT można zakupić kartę SIM za 120tl i na wejście otrzymać 15gb internetu. Nam Pani zastosowała specjalny bonus i otrzymaliśmy 25gb w tej samej cenie. Co ciekawe zarekomendowaliśmy ten sposób naszym znajomym Oliwce i Tadzikowi, którzy poszli na pocztę i dostali ofertę za 150tl - także ja już za nic w Turcji uciąć sobie ręki nie dam. Jednak kiedy powiedzieli o naszej cenie nagle znalazł się ten pakiet, który mamy. Później doładowaliśmy konto jeszcze raz za 35tl za co otrzymaliśmy kolejne 25gb i na koniec jeszcze raz za 60tl i musieliśmy wykupić pakiet 15gb. Finalnie wyszło nam, że podczas całego pobytu w Turcji wydaliśmy 215tl za łącznie 65gb - opłacało się. 


Jak to się stało, że ten post wyszedł tak długi, a ja dopiero wrzuciłam pierwszy bieg? Może dlatego, że Turcja wzbudza u mnie ogrom skrajnych emocji i tego nie da się ubrać w krótkie słowa, ani nawet w kilka akapitów.

Z jednej strony pomocni, zaprowadzą Cię od okienka do okienka, uśmiechają się i proponują czaj na czas oczekiwania, albo po prostu - taka kultura. Z drugiej no jak wystrzelą to z grubej rury i to ręce opadają. 

Dziś opowiedziałam Wam tylko o drogach, naklejce HGS i zakupie internetu,
przed nami jeszcze wyprawa na bazar, rozdawanie czaju, zapraszanie do restauracji, rozmowy o polityce i historii, robienie z Ciebie idioty po raz setny, podwójne standardy, jeszcze więcej czaju, mamienie i wciskanie kitu, sterty śmieci i tym razem turecka kawa. W tym wpisie to tyle, ale już zapraszam do kolejnych 

Wyjaśnienie sprawy z naklejką HGS

Wracając do tej naklejki HGS dla kategorii 3, czyli autobusów. Na kilka dni przed wyjazdem z Turcji do Gruzji, kiedy minął ponad miesiąc udaliśmy się na pocztę. Bez zadawania pytań od razu graliśmy tych, co to świetnie znają przepisy. Z miejsca powiedzieliśmy, że przyszliśmy oddać nieużywaną przez miesiąc naklejkę HGS. Pani poprosiła o paszport i 5 minut później wyszliśmy z setką w kieszeni. Ale tyle sprzeczności jakie usłyszeliśmy w tej kwestii, tyle czasu ile musieliśmy poświęcić na szukanie informacji na własną rękę to nasze.

I tak, tak, tak. Teraz powinno się krzyknąć "przygoda". 
Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images