Słowacki Raj i dwa najpopularniejsze szlaki w naszym obiektywie

Słowacki Raj, czyli po słowacku  Slovenský Raj. Dlaczego Slovensky? Dlatego, że w języku polskim mówimy dla przykładu  Słowacja - Słowacki i...

Słowacki Raj, czyli po słowacku Slovenský Raj. Dlaczego Slovensky? Dlatego, że w języku polskim mówimy dla przykładu 

Słowacja - Słowacki i Słowenia - Słoweński, a nasi zagraniczni bracia mówią 

Slovensko - Slovenský i Slovinsko - Slovinský - śmiesznie co? 

Ale skoro te kwestie mamy załatwioną to lecimy dalej, a więc Słowacki Raj/Slovenský Raj to chroniony obszar na Słowacji, a jego wyjątkowość została dostrzeżona już wiele lat temu i już w Czechosłowacji utworzono tutaj w 1964 roku Obszar Chronionego Krajobrazu i był to pierwszy tego typu obszar ochronny w kraju. Dopiero w latach 1988 miejsce to zostało przekształcone w obecny Park Narodowy Słowacki Raj. Dziś obszar zajmuje blisko 200 kilometrów kwadratowych plus ponad 50 km kwadratowych pasma ochronnego. Gotowi na spacer po tym wyjątkowym miejscu? Zaczynamy!

O tym warto pamiętać wybierając się do Słowackiego Raju

  • zakup ubezpieczenia – jak we wszystkich górach na Słowacji akcje ratunkowe są płatne, nie zapomnij więc wykupić odpowiedniego ubezpieczenia turystycznego. 
  • bezpieczeństwo na szlaku – dla dzieci rekomendowałabym ewentualnie uprząż na „zwykłych szlakach”. Na via ferratę wiadomo, sprzęt musi już być, a jeśli nie masz swojego to w wypożyczalniach dostępny jest za 10€ i można to załatwić przy zakupie biletu
  • zakup biletu – bilet można kupić na spokojnie przed wejściem na szlak w licznych budkach. Koszt dla osoby dorosłej do 1,50€ za dzień, 3,50€ za trzy dni oraz 6€ za pięć dni. Dla dzieci w wieku 6-15 lat ceny to odpowiednio: 0,50€ dzień, 1€ trzy dni i 1,50 pięć dni. Dzieci do lat 6 wchodzą za darmo. Jedynym dodatkowo płatnym szlakiem jest około dwugodzinna feratta Kysel i koszt to 5€
  • planowanie trasy – polecam użyć do tego mapy turystycznej, dlatego że w parku jest mnóstwo szlaków jednokierunkowych, więc warto na to zwrócić szczególną uwagę.
  • noclegi – dookoła parku narodowego jest wiele prywatnych kwater, czy innych tego typu noclegów. W kilku miejscach znajdziemy pola namiotowe i kempingowe. My jednak polecamy darmowy, legalny parking w Cingov z dostępem do internetu. O miejscówce przeczytacie tutaj (lin podepnę w sobotę), w naszym podsumowaniu i mapą trasy
  • parkingi – jeśli chcecie podjechać w różne miejsca samochodem należy liczyć się z opłatą za parking, około 3€. Jeśli jednak chciałbyś ruszać z Cingov, to jak wyżej polecam Ci naszą miejscówkę.

Przełom Hornadu – garść podstawowych informacji

Przełom Hornadu liczy 16 kilometrów i ciągnie się wzdłuż górnej części rzeki Hornad od ujścia rzeki Vel’ka Biala voda do Smizian. Cały odcinek to ogromny kanion, którego pionowe ściany potrafią osiągać 300 metrów wysokości. Pierwszego przejścia po zamarzniętej rzece dokonano w lipcu 1906 roku, a latem tego samego roku spłynięto wodami Hornadu na prymitywnej tratwie. Pod kontem historycznym interesujący jest fakt, że rzeka przetrwała okres wypiętrzania się gór Słowackiego Raju. Szacuje się, że obecnie rzeka płynie 150 metrów niżej niż przed owymi zmianami. (Nieco inne dane znajdują się na oficjalnej stronie parku, a inne na popularnej Wikipedii – ja opieram się na informacjach z oficjalnego, parkowego źródła).

Przez te lata przełom Hornadu nie był przejściowy na całej swej długości, toteż w 1960 roku rozpoczęto budowę linowej ławki. Ostatni etap budowy  Chodnika Górskiej Służby zakończono 14 lat później. Na trasie znajdziemy 7 metalowych mostów i podestów, około 320 metrów łańcucha i liny oraz 70 metrów drewnianych kładek. 

Obecnie szlak jest dwukierunkowy, co może i dobrze, bo w całym Słowackim Raju szlaków jednokierunkowych jest tak wiele, że czasami naprawdę ciężko zaplanować opcję powrotu. Z drugiej jednak strony trzeba mocno uważać, bo wymijanie się nie należy do komfortowych.

Przełom Hornadu – zakup biletów w sklepie

Idziemy na szlak. Mamy taki plan, żeby Przełom Hornadu oraz Suchą Belę zrobić w jeden dzień. Dlaczego? Owszem to dłuższy trekking dający razem dwadzieścia kilka kilometrów i całkiem sporo przewyższeń, ale chyba nie trudno się domyślić, że skoro wejście na teren parku jest płatne 1,50 euro za osobę, to wolimy zapłacić 3 euro niż 6 euro. Od początku planujemy zrobić to w takiej konwekcji, więc z samego rana wychodzimy z naszego darmowego parkingu (o którym przeczytacie tutaj) i od razu wchodzimy do restauracji i punktu biletowego.

Tutaj dostajemy w twarz ironią i pogardą, ale widocznie wyglądamy na bardziej niedzielnych turystów niż nam się wydaje. Pytam Panią w sklepie jaki bilet musimy zakupić na Suchą Belę – nie wiemy czy ten szlak też jest dodatkowo płatny, Pani na to zdenerwowana, że my idziemy źle, że stąd się nie idzie na Suchą Belę. No to ja zdziwiona, że no jak nie, przecież tu jest szlak, którym mogę tam dojść. Ona znów swoje, że tak się nie da, że to jest szlak na dwa dni, że mamy przejechać samochodem do miasteczka Podlesok i tam wejść na szlak. No to ja już nie widząc jak dojść do porozumienia, skoro wiem, że mogę tędy iść pokazuje jej na mapie, że dobrze rozumiem, to my się tu przejdziemy na spacer i wrócimy. Aleee to nie takie chop zbyć panią ekspedientkę, więc ona dalej – tutaj, czyli gdzie? Zrezygnowałam już z tłumaczenia czegokolwiek i maziam przed nią palcem na mapie, że w sumie to gdziekolwiek. Ta w końcu z ironią i szyderą stwierdza „tam Wam bilet za 1,50 euro, skoro Wy nie wiecie nawet gdzie idziecie i gdzie jesteście”. Biorę od niej te przeklęte bilety i odchodzę. Jeszcze przez dobre dwie godziny trzęsą mi się ręce i nie mogę zdzierżyć tej niemiłej sytuacji, gdzie ja przecież doskonale wiem – gdzie idę, jak idę, i ile to może potrwać.

Z Cingov do Podlesok niebieskim Szlakiem Ratowników Górskich

Całą drogę chcemy pokonać niebieskim szlakiem, z małymi wyjątkami, kiedy musimy prześlizgnąć się innym kolorem szlaku na ten właściwy. Jednak niezmiennie przez te 11 kilometrów drepczemy wzdłuż rzeki Hornad. Całe szczęście miejsce z którego ruszamy o godzinie 8:45 jest właściwie puste, więc przez te kilka godzin mijamy w zasadzie kilku turystów i to i tak dopiero bliżej południa. Szlak jest dwukierunkowy, a biorąc pod uwagę liczne pomoce, podesty i liny, to super że ludzi było mało – uniknęliśmy jednak nieprzyjemnego wymijania się na tychże atrakcjach. 


Początkowo idziemy niemalże leśną ścieżką, ale bardzo szybko szlak pokazuje nam z czym będziemy mieli do czynienia przez najbliższe kilka godzin. Zaczynają się pierwsze mosty, kładki, łańcuchy i podesty. Docieramy do pierwszego rozwidlenia szlaków, skąd odbija zielony szlak na ferratę Kysel. Tę ostatecznie odpuściliśmy i tego dnia i w ogóle. Koszt 5 euro to nie powiem, że za dużo, ale mamy już za sobą kilka ferrat i nie uważamy, aby ta miała zrobić na nas jakieś wielkie wrażenie, więc darujemy sobie ten wydatek 5 euro plus kolejne 1,5 euro za wejście na teren parku narodowego.


Ponownie przechodzimy przez rzekę kilka razy i tak spacerujemy raz po jej prawym, raz po lewym brzegu. Ludzi jak nie było tak nie ma, a my już docieramy na wysokość odejścia zielonego szlaku pod Klastosko i za kawałek widzimy mały krzyż ozdobiony figurkami śmigłowców – to miejsce, gdzie w 2015 roku zginęli w wypadku śmigłowca ratownicy Horskiej Służby. Dopiero po przejściu ¾ szlaku, czyli na wysokości Mnichovej diery zaczynami mijać się z piechurami idącymi z naprzeciwka, bo stąd już rzut beretem do Hrdlo Hornadu – miejsca gdzie łączą się wody Hornadu oraz Wielkiej Białej Wody. Przed mostem stoi budka z biletami, w której tylko informujemy, że takowe już mamy i Pan już o nic więcej nie pyta. Przechodzimy przez most i teraz czeka nas krótki trekking wzdłuż drogi aż na parking w Podlesoku. W tym miejscu kończy się szlak Przełomem Hornadu, ale dla nas to nie koniec i zamiast udać się prosto w drogę powrotną ruszamy w górę Wąwozem Sucha Bela!

Sucha Bela – garść podstawowych informacji

Zaczniemy od nazwy, która jest nad wyraz myląca. Otóż jest to Wąwóz, który absolutnie nie jest suchy i bardzo często możemy się o tym przekonać jeśli źle staniemy stopa i wdepniemy butem w strumień lub kiedy z wodospadu, jeśli płynie w nim więcej wody będzie na nas chlapać wchodząc po drabinie. Dlatego Sucha Bela jest Sucha, skoro jest mokra? Nazwa wzięła się stąd, że w wielu miejscach przepływająca woda znika pod żwirem. Ten na dni wąwozu tworzy miejscami nawet kilkumetrową warstwę, toteż woda nie ma problemu, ani wniknąć w podłoże, przepłynąć pod żwirem i wypłynąć na powierzchnię w takich miejscach, gdzie jej poziom jest w stanie wypełnić koryto. Opisana sytuacja, to fachowo erozja wsteczna i jest to podobno bardzo popularne zjawisko w dolinach znajdujących się w wapiennych skałach. 

Wąwóz Sucha Bela jest dostępny cały rok i co ważne – szlak ten jest jednokierunkowy, ku górze z miasteczka Podlesok zielonym szlakiem. Jest to bardzo dobra decyzja, bo w Wąwozie jest kilka drabin i wiele innych umocnień, a ukształtowanie pionowych skał i całego wąwozu nie pozwoliłoby sprawdzić, czy ktoś wszedł na dane ułatwienie z drugiej strony. Często dopiero umierając kilka zakrętów widzimy zakończenie danego, trudniejszego odcinka.  

Na koniec odrobinka historii, Wąwóz powstał – również – na skutek podnoszenia się terenu Słowackiego Raju. Na swej długości 3,8 kilometra wznosi się 400 metrów do góry. Na początku spacerujemy szeroką rozszerzającą się doliną, w środkowej obserwujemy regularny wąwóz, ze stromymi,  wapiennymi ścianami i wodospadami. W górne części zaobserwować można walcowaty kształt suchej doliny, charakterystyczny dla dolomitów.

Sucha Bela – punkt informacji turystycznej Podlesok

Mamy za sobą już cały Przełom Hornadu, więc w Podlesoku pozwalamy sobie na dłuższy odpoczynek. Nadal nie daje mi spokoju poranne spięcie przy kasie biletowej, więc ciągnę Krzyśka do Punktu Informacji Turystycznej, gdzie przeuprzejmy Pan informuje nas, że za wejście na teren całego Słowackiego Raju jest jedna opłata. A zapytany o ten odcinek ferraty Kasel, potwierdza, że faktycznie – tylko ten jeden odcinek jest płatny dodatkowo. Wspominam, że rano Pani w Cingov była zdziwiona, że chcemy iść stamtąd na Suchą Belę. Pan z punktu zaśmiał się, że to dłuższy trekking, ale bardzo fajnie jeśli zaplanowaliśmy to sobie na cały dzień i na koniec zabrał nas do rzutu całego parku i pokazywał jak i gdzie idzie konkretny szlak podając nam kilka opcji powrotu i rekomendując jeszcze punkty na trasie. 

Sucha Bela – wyjście z parkingu Podlesok

Także po tej wizycie już ostatecznie ruszamy na szlak, który powinien zająć do dwóch godzin. Na wejściu należy bardzo uważać i pokierować się na trawiastą ścieżkę do lasu, a nie iść wylaną ścieżką asfaltowa. Już po chwili docieramy do ujścia wąwozu i wchodzimy do Suchej Doliny. Już na początkowym etapie zaczynają się drewniane drabinki i kładki. Całe szczęście poziom wody nie jest zbyt wysoki. Podobno po zimowych roztopach i latem po mocnych burzach stan wody może być bardzo niebezpieczny. Skały obrasta mech, a wyżej modrzewie i sosny. 

Sucha Bela – Wodospady Misowe

Powoli pniemy się stopniowy do góry, aż docieramy do pierwszych Wodospadów Miskowych – o wysokości 40 metrów, ułożona są kaskadowo, a woda opada w wielkie kamienne kotły przypominające misy na wodę. O dziwo mimo pięknej pogody w środku lata nie ma tego dnia tłumów, więc bez problemu możemy podziwiać wodospad i przechodzić przez drabiny bez żadnych korków.

Sucha Bela – Wodospad Okienkowy i Korytowy

Do kolejnych dwóch wodospadów prowadzi najwęższy odcinek trasy. W tych okolicach rosną cisy, a podłoże pokrywa ponad 200 gatunków roślin mecherowatych. Docieramy do kolejnego Wodospadu Okienkowego – wysokość 13 metrów. Obok niego znajduje się bardzo długa drabina zakończona wejściem na kolejne kładki, ostrym zakrętem w lewo i przejściem przez skalne okno. Za niedługi kawałek widzimy drugi Wodospad Korytowy – o wysokości 10 metrów.

Sucha Bela – końcowy odcinek szlaku

W około 2/3 długości wąwóz rozdziela się na dwie drogi, ale my wybieramy prawą, tam gdzie prowadzi oznakowany szlak. Idziemy po drewnianych kładkach do ostatniego z wodospadów. Podobno, kiedy jest więcej wody nawet one zalewane są przez rzekę i trzeba trochę zmoczyć obuwie. Ostatni Wodospad jest najniższy – ma zaledwie 5 metrów i nie jest już tak widowiskowy jak poprzednie cztery. Dodatkowo w tym miejscu wąwóz zaczyna przechodzić w szerszą dolinę. Już spokojnym spacerem wśród lasów bukowych docieramy na górny parking, gdzie kończy się nasza przygoda z Suchą Belą.

Sucha Bela – powrót na parking 

Z racji, że zielony szlak wąwozem jest jednokierunkowy nie mamy możliwości wrócić tą samą drogą. Opcji powrotu mamy dokładnie dwie, ale i one dają nieco możliwości. Mało popularnym wyjściem z sytuacji, ale możliwym jest kontynuowanie trekkingu na wprost szlakiem niebieskim na Małą Polanę, skąd dalej możemy iść np. na zachód czerwonym i do miasteczka wrócić zielonym szlakiem Doliną Pilską lub odbić na wschód ale tutaj czeka nas już dość długa i okrężna droga.

Możemy zdecydować się na powrót standardowo i wybrać zejście w dół szlakiem najpierw żółtym i dalej czerwonym, który bez zbędnych zawirować zaprowadzi nas prosto na parking w Podlesok. Ta krótka pętla zabierze nam w całości około 3 godziny i zrobimy w tym czasie 8,8 kilometra – to zdecydowanie najkrótsza możliwa opcja. Dla tych, co im się nie chce dreprać pieszo jest możliwość wypożyczenia roweru i zjechania nim na dół – za całkiem sporą kwotę 7,50 euro za rower. No cóż, znacie nasz stosunek do takich przyjemności, ale chyba sami przyznacie, że za 1,5 godzinne zejście to jednak ładnie sobie liczą.

Powrót przez Klastorisko i szlakiem graniowym

My nie wracamy do Podlesoku, tylko do Cingov, więc chętnie zobaczymy po drodze polecane nam w punkcie informacji Kláštorisko. Nie możemy jednak wejść tutaj na szlak niebieski, bo ten także jest jednokierunkowy na tym odcinku. Dlatego najpierw, jak wszyscy idziemy żółtym i dopiero po 25 minutach odbijamy w stronę Kláštoriska. Na wysokości 829 metrów znajduje się coś na kształt baru, restauracji, ładny punkt widokowy oraz ruiny klasztoru kartuzów z XIV wieku . Stąd dalej idziemy cały czas szlakiem niebieskim i to był świetny wybór. Idąc granią pośród lasów nagle po prawej stronie las się przerzedza i w okolicy góry Certova sihot naszym oczom ukazuje się po raz pierwszy i ostatni taki widok. Faktycznie góry mocno porośnięte są lasami, co w zasadzie uniemożliwia zobaczenie jak to wygląda z innej perspektywy. 

Słowacki Raj  - podsumowanie trasy

Finalnie zrobiliśmy 25,7 kilometrów i 1278 metrów podejścia i tyle samo zejścia. Mimo tak niewielkich wysokości wyszło tego całkiem sporo. Był to długi, całodzienny trekking i z przerwami z szacunkowych 8 godzin i 26 minut wyszło nam 9 godzin 30 minut od wyjścia do powrotu. To i tak nie długo, chociaż zdajemy sobie sprawę, że wynik taki osiągnęliśmy dzięki względnemu spokoju na trasie. Środek lata, ale jednak nie weekend. Myślę, że w weekendy turystów jest zdecydowanie więcej. 

Oczywiście pozostawiam Wam mapę naszej trasy i zachęcam do używania map turystycznych do planowania swoich wędrówek. Na tej mapie dokładnie zobaczymy, które szlaki są jednokierunkowe, a może to być kluczowe podczas planowania trekkingów w Słowackim Raju.

Mam nadzieję, że nasza relacja opatrzona tyloma zdjęciami przekona Cię do odwiedzenia tego miejsca. Jeśli chciałbyś być tutaj dłużej, albo interesują Cię jeszcze inne szlaki niż te trzy wyżej opisane, to my z ręką na sercu polecić możemy blog Hasające Zające, gdzie znajdziecie równie świetne przewodniki po większej ilości szlaków w tym parku narodowym.


To jak, widzimy się na szlaku? Cześć!

Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images