Malowane Monastery w Bukowinie, które warto zobaczyć - nasza lista i opis rowerowej trasy

Rumunia kościołami i obiektami religijnego kultu stoi, nie da się zaprzeczyć. W regionie Siedmiogrodu podziwiać można warowne kościoły, w Ma...

Rumunia kościołami i obiektami religijnego kultu stoi, nie da się zaprzeczyć. W regionie Siedmiogrodu podziwiać można warowne kościoły, w Maramureszu królują drewniane cerkwie, a Bukowina? Ta jest terenem pełnym malowanych monastyrów, które po blisko pięciuset latach od daty ich wybudowania nadal robię ogromne wrażenie i są niekwestionowaną wizytówką Bukowiny.  Każdy kto wybiera się w okolice rumuńskiego regionu historycznego Północnej Mołdawii, powinien wziąć pod uwagę zwiedzenie choćby kilku z nich. I mówiąc każdy mam na myśli każdy, nawet niewierzący - bo jest to potęga opowiadająca o historii, tradycji, władzy, wierze, sztuce.

Kilka informacji przed zwiedzaniem Monastyrów w Bukowinie

O naszej wycieczce po drewnianych cerkwiach Maramureszu możecie już przeczytać na blogu. Teraz przyszedł czas na cerkwie murowane. Jednak nie tylko same cerkwie są warte zobaczenia, ale całe zespoły klasztorne, czyli monastery, jakie tworzą razem z otaczającymi je murami obronnymi i zabudowaniami. 

  • wejścia na teren kilku monastyrów jest płatne i wynosi 10 lei za osobę dorosłą i 5 lei za ucznia, studenta, za to dzieci nieszkolne wchodzą za darmo
  • większość z tych, do zwiedzania których potrzebny jest bilet czynna jest w godzinach 8:00-18:00
  • te płatne monastyry nie dają możliwości zobaczenia cerkwi nawet z zewnątrz, bo otoczone są murami, jeśli więc planujecie jedynie ze "zobaczyć z daleka" to nic z tego
  • po minięciu bramy i wejściu na teren monastery można robić zdjęcia, jednak wewnątrz cerkwi oraz w muzeach fotografii ani filmów wykonywać nie wolno i informują nas o tym liczne tablice
  • nie wszystkie cerkwie są płatne, na naszej trasie bezpłatne były Arbore, oraz kilka spoza listy UNESCO, gdzie można było obejść je za darmo, a jeśli były otwarte to można było je także fotografować wewnątrz

8 malowanych cerkwi na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO

Aż osiem malowanych cerkwi znajdujących się na Bukowinie w północnej Mołdawii wpisanych jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Freski przedstawiające pełne cykle religijne czyni je wyjątkowe na tle innych kościołów budowanych na przestrzeni set leci.

Oprócz miejsc religijnego kultu pełniły funkcje polityczne i edukacyjne. Ich celem było umocnienie kościoła prawosławnego w ciężkich czasach, kiedy tuż obok w granicach  średniowiecznych prowincji rumuńskich szerzyły się nauki islamu i protestantyzmu. 

Malowane cerkwie Bukowiny wpisane na listę to kolejno Cerkwie Arbore, Humor, Moldovita, Sucevita, Voronet (te pięć udało nam się odwiedzić), oraz Cerkwie Suczawa, Probota i Patrauti. 

 

Malowane monastyry na rowerach

Zwiedzanie Monastyrów na rowerach jest jak najbardziej możliwe, ale liczyć się musimy z tym, że licznik wskaże nam grubo ponad 300 kilometrów. Dodatkowo jazda na rowerach po rumuńskich drogach nie koniecznie jest świetnym pomysłem. Za to plusem jest możliwość darmowego biwakowania gdziekolwiek. Zbierzmy to w formie wad i zalet, a Wy sami uznacie czy jest to opcja dla Was:

✅możliwość wolniejszego zwiedzania regionu Bukowiny niż zza szybu samochodu, co pozwala na skupienie się na drobiazgach

✅w każdym nawet małym miasteczku dostępny jest dobrze zaopatrzony sklep, więc nie ma potrzeby wożenia ze sobą jedzenia i picia na kilka dni, plus mamy też kilka restauracji

✅nocować można w dowolnym miejscu na trasie, bo biwakowanie w Rumunii jest legalne, na trasie spotkamy też liczne pensjonaty, czy kwatery do wynajęcia

✅wybierając kilka monastyrów możemy spokojnie wrobić tą trasę w 1-2-3 dni jednak często spowoduje to konieczność wybierania głównych dróg, gdzie jest świetny asfalt i jedzie się bardzo sprawnie

✅dlatego, że drogi asfaltowe w Rumunii są nowe, są świetne i dobrze że mają chociaż pobocze, to jest gdzie uciekać przed pędzącymi samochodami wyprzedzającymi na trzeciego

❎rumuńskie drogi główne nie są stworzone dla rowerzystów, a rumuńscy kierowcy nie zwracają na nich uwagi, więc naprawdę jest to opcja tylko dla dorosłych o mocnych nerwach i dla bezpieczeństwa z dobrym kaskiem

❎rodziny z dziećmi, albo większe grupy lepiej aby wybrały boczne drogi i zarezerwowały sobie na to więcej czasu

❎ chęć zobaczenia większości obiektów z listy UNESCO wymusza na nas trasę w granicy 200-300 kilometrów

❎Bukowina to nie jest płaski teren i trzeba liczyć się ze sporymi podjazdami i zjazdami, nawet takimi rzędu 1000-1500 metrów dziennie

Nasza trasa liczyła łącznie 183 kilometry i rozbiliśmy ją sobie na dwa dni. Pierwszego dnia wyruszyliśmy  z miasta Sadova i zobaczyliśmy Monastyry Moldavita i Sucevita, Monastyr Bogdana oraz cerkiew w Volovat i Monastyr Arbore i po 93 kilometrach, 1180 metrach podjazdu i 1445 metrach w dół rozbiliśmy namiot nad strumieniem. 

Drugiego dnia z samego rana ruszyliśmy do Monasteru Solca, Humor i Voronet po czym czekała nas dłuższa trasa do Vana. Tego dnia przejechaliśmy 90 kilometrów 1070 metrów do góry i 805 metrów zjazdu, a do Vana wróciliśmy około godziny 15:00 - tuż przed deszczem!

Kartka z pamiętnika

Zeszliśmy z Gór Rodniańskich i naszego niestety nieudanego trekkingu. Tzn. Trekking nie był sam w sobie nieudany, ale pogoda skrupulatnie nam go pokrzyżowała i zmusiła do odwrotu. Nie zrobiliśmy więc wschodniej części Parku Narodowego Gór Rodniańskich, a po zejściu na parking na Przełęczy Prislop sprawdziliśmy pogodę – to w górach miała się załamać na kilka dobrych dni, uznaliśmy więc, że nie ma co koczować pod szczytami i czas ruszyć dalej. Z jednej strony żal, z drugiej lubimy jak pozostaje pewien niedosyt, jak tworzy się realna potrzeba powrotu w jakiś miejsce.

O poranku ruszamy z przełęczy, żegnamy się jeszcze z dwojgiem innych vanliferów, których poznaliśmy dwa dni wcześniej i od których dostaliśmy niezwykły prezent – piekarnik na gazówkę Minionek. Wybrali podobną trasę do naszej, więc być może jeszcze się w Rumunii spotkamy, a póki co my zjeżdżamy z przełęczy drogą na wschód. Kierunek jaki obraliśmy to Bukowina. Dlaczego?

Nie mieliśmy jej w planach, ale nastąpiły trzy zwroty akcji. 1) przeczytałam książkę „Rumunia, pęknięte lustro Europu” i jakoś bardzo zainspirowała mnie ona do odkrywania tej Rumunii spoza Łuku Karpat 2) wizyty w Maramureskich drewnianych cerkwiach podobały mi się o wiele bardziej, niż mogłam się tego spodziewać 3) na Przełęczy Prislop trafiliśmy na występy lokalnych grup tanecznych i była także grupa z polskiej mniejszości Rumuńskiej i jakoś nas tak tchnęło.

Od rana jest deszczowo, a my jedziemy  kierunku Iacobeni. Po drodze robimy jeszcze postój w Ciocanesti, gdzie parkujemy na wielkim parkingu tuż obok Muzeum Jajek. Tak w uproszczeniu, bo muzeum prezentuje wystawę pięknie malowanych, tradycyjnie zdobionych jajek. 5 lei to nie wydatek, a można znaleźć niezłe cuda w tych szklanych gablotkach. Dalej zatrzymujemy się na rozdrożu i wyglądając na okna Vana zastanawiamy się, czy jest sens odbijać 25 kilometrów w stronę Północnej Mołdawii, czy od razu jechać dalej Łukiem Karpat. Na głodnego same złośliwe myśli przychodzą nam do głowy, więc robimy obiad, a po nim decyzja już jest śmiesznie prosta. Próbujemy. Znajdujemy więc ten utwardzony zajazd z widokiem na miasto Sadova i oddajemy się relaksacji. Kiedy idziemy spać ciągle towarzyszy nam lekki stukot rozbijanych o dach samochodu kropli deszczu, ale jesteśmy pełni nadziei. Jeśli o świcie nie będzie padać niech się dzieje co chce, jedziemy.

Budzik wyrywa mnie ze snu o 6:30 i szybko odsłaniam zasłonkę w oknie, uchylam skrzydło i nie widzę deszczu, nie słyszę deszczu, nie czuję jego charakterystycznego zapachu. Krzysiek wstaje czym prędzej, bo wczoraj nie udało nam się przez deszcze przygotować rowerów. On zakłada bagażniki ratując się trytytkami, bo zapomnieliśmy odpowiednich śrub do ich mocowania, a ja pakuje cztery małe sakwy, dwie jego i dwie moje. Zabieramy lekkie śpiwory, namiot, ciepłe ubrania, kuchenkę, rondel i trochę jedzenia. Nie szykujemy się jak na wojnę, bo już wiemy czego się spodziewać. Wyruszamy dopiero około 9:00, kiedy widoczność jest już co raz lepsza, a i temperatura bardziej znośna. Zobaczymy co przyniosą kolejne dwa dni. 

Średniowieczne freski i Monastyr Moldavita

Dzisiejszy Monastyr Moldavita nie jest pierwszym zbudowanym w tej okolicy. Pierwszy został wzniesiony już w latach 1402-1410 przez Aleksandra Dobrego, jednak został zniszczony przez osunięcie się ziemi, a pozostałości po nim można odnaleźć 700 metrów od obecnego manastyru.

Ten obecny został wzniesiony roku 1532 przez Piotra Raresza, syna Stefana Wielkiego - mołdawskiego księcia, który miał niebagatelny wpływ na rozwój styl mołdawski. Przy okazji Piotr Rares był prawnukiem tego, który ponad 100 lat wcześniej postawił pierwszy monastyr. 

Zespół klasztorny jest otoczony murami obronnymi z czterema wieżami na każdym z rogów tej fortecy, oraz z jedną wieżą która jest bramą do monastyru. Budowanie tak warownych cerkwi było popularna praktyką, gdyż te były na celowniku Imperium Osmańskiego. Zaraz za bramą znajdziemy osobę z kasą biletową, która po dokonaniu stosownej opłaty pozwoli nam wejść na teren monastyru.

Zbudowany jest na planie trójkonchowym z wieżą nad nawą cerkwi, a wewnątrz znajduje się pomieszczenie do pochówku oraz ukryta nisza, które pojawiły się wcześniej w monastyrze Humor.

Z zewnątrz ozdobiona malowidłami z 1537 roku prawdopodobnie autorstwa Tome z Suczawy, tego, który malował freski na cerkwi w Humor. Te na cerkwi Moldavita przepełnione są barwami czerwieni, żółci i zieleni na białym i granatowym tle. Malowidła miały oczywiście znaczenie dla edukacji, moralności i religijności przybyłych wiernych. Zewnętrzne freski to m.in. Hierarchia Niebiańska, Drzewo Jessego z antycznymi filozofami, Akatyst ku Czci Bogurodzicy ze scenami oblężenia i upadku Konstantynopola. Północna ściana przez warunki atmosferyczne jest bardzo zniszczona i dostrzec można jedynie zarys fresk przedstawiających życie rodziców Maryi.

Jednak czas zajrzeć do wnętrza cerkwi, a samo wejście jest już interesujące i na kolumnach przestawiają nam się sceny z Księgi Rodzaju oraz życia świętych wojowników. Wewnątrz znajduje się tak wiele obrazów, że aż trudno opisać je wszystkie. Sztuka sztuką, ale nieco przerażające są te wizje nieba i piekła, krzywd i straszenie grzechem i potępieniem. Do mnie nie do końca ta forma zastraszania trafia, ale cóż takie były czas w tym XVI wieku.

Warto wejść do budynku mieszkalnego dobudowanego w XVII wieku, gdzie obecnie znajduje się muzeum, a w nim tron ​​księcia Petru Raresa, stare ikony i księgi oraz zasłona, która ma ponad 500 lat.

Najlepiej zachowany Monastyr Sucevita

Historia klasztoru sięga końca XVI wieku i związana jest z nazwiskiem Movila, a dokładnie w trzema braćmi, prawnukami księcia Mołdawii Stefana Wielkiego. Jeden z nich został metropolitą Mołdawskim, a dwaj pozostali książętami tego regionu historycznego. Kościół został zbudowany w latach 1582-1584, klasztor jednak postawał na przestrzeni lat 1582-1601. Po objęciu tronu przez jednego  z braci klasztor rozbudowano i całość otoczono obronnym murem. Nie bez przyczyny klasztor na myśl przypomina średniowieczną warownie. Podczas panowania Imperium Osmańskiego nakazało zburzenie fortec, książęta ufortyfikowali klasztory, by były bezpiecznym schronieniem w tych ciemnych czasach.

Mury otaczające klasztor Sucevita na planie prostokąta z czterema wieżami na każdym rogu oraz jedną nad bramą wejściową mają aż 6 metrów wysokości i 3 metry grubości. Wieże posiadają nawet otwory strzelnicze. Obecnie chroni raczej przed wzrokiem turystów, bo tak skrzętnie chroniona cerkiew pozostaje poza polem widzenia. Dopiero uiszczenie opłaty za wejście pozwala nam przekroczyć masywne drzwi w bramie wejściowej i zobaczyć cały ten przybytek.

Powstałe w 1596 roku malowidła ścienne stanowią ostatnie z zewnętrznych malowideł kościelnych w regionie. Przy okazji są to najlepiej zachowane i najbardziej imponujące malowidła zewnętrzne ze wszystkich cerkwi na Bukowinie. W większości budynków malowidła na północnej ścianie są zniszczone, a tutaj nawet te zachowane są w świetnej formie. To na niej zobaczyć możemy eden z najważniejszych dzieł rumuńskiej sztuki średniowiecznej, Drabina Cnut. Ciekawostką jest, że ściana zachodnia nigdy nie została pomalowana, a legenda głosi, że prace wstrzymano po tym jak jeden z malarzy spadł z rusztowania i zginął.

Cerkiew Sucevita wewnątrz robi ogromne wrażenie! Szczególnymi elementami są sala grobowa z rzeźbionymi nagrobkami oraz tajna skrytka nad nimi, która miała chronić najcenniejsze dobra kościoła. Wewnątrz oprócz tradycyjnych motywów przedstawionych na malowidłach zobaczyć możemy m.in. 40 scen z życia Mojżesza, a także największą ze wszystkich mołdawskich malowideł scenę Modlitwy Wszystkich Świętych.

Zwróć uwagę na szmaragdową zieleń podkładu pod freskami. Od tego monastyr nazwa się także "poematem zieleni i światła". Nie omiń muzeum klasztornego w budynku obok, gdzie znajdują się harty i rękopisy z XVI wieku.

Najstarsza murowana budowla Mołdawii, czyli Monastyr Bogdana

Powstały w około 1360 roku Monastyr Bogdana w sercu miasta Radowce jest najstarszym murowanym obiektem na terenie historycznej Mołdawii. Wzniesiony prawdopodobnie na miejscu starej, drewnianej cerkwi Monastyr Bogdana jest nekropolią pierwszych mołdawskich hospdarów (tytuł władcy w XIV - XVIII wieku).

Mimo że z cerkiew nie jest z tych "pięknych, malowanych cerkwi na Bukowinie" i tak wartą ją odwiedzić, jeśli znajduje się na naszej trasie. Możemy do niej zajrzeć i zrobić kilka pamiątkowych zdjęć, a zwiedzanie jest bezpłatne, bo też nie otaczają jej obronne mury. Zbudowana jest na zachodnim planie bazylikowym zakończona apsydą od wschodniej strony i  jest to ewenement w rejonie Rumunii. Nie zrezygnowano jednak z bizantyjskim podziałem wnętrza na nawę i przednawie. Jednak, znów nietypowym rozwiązaniem jest szerokie przejście, a nie wąskie jak z typowych mołdawskich cerkwiach. Typowy styl ma przedsionek dobudowany w roku 1559. W tym okresie wykonano także gotyckie drzwi wejściowe. 

Dookoła cerkwi nie ma warownych murów, za to stoi tu oddzielnie postawiona w 1781 roku dzwonnica.

Jak wspomniałam z zewnątrz cerkiew nie posiada malowideł, a te wewnątrz pochodzą z czasów księcia Stefana Wielkiego. Poddano je jednak rekonstrukcji i przeróbkom w wielu XVI i XIX.

Cerkiew w Volovat - malowana czy niemalowana

We wsi Volovat w latach 1500-1502 Stefan cel Mare postawił murowaną cerkiew, prawdopodobnie na miejscu starego, drewnianego kościoła, a wiemy o tym dokładnie z umieszczonego napisu nad wejściem. Przez lata cerkiew podupadła i była opuszczona. Dopiero w 1752 roku została odrestaurowana przez biskupa z Radowic.  Kilka napraw wykonano także w 1776 roku. W wieku XIX ponownie wykonano rozległe prace konserwatorskie, dostawiono drewnianą dzwonnice oraz naprawiono dach zniszczony podczas burzy, a wewnętrzne ściany pomalowano olejem.

W kolejnych stuleciach dokonywano dalszych napraw, ale co ciekawe - w 2007 roku przy okazji prac porządkowych wewnątrz cerkwi odkryto fragmenty malarstwa ściennego obalając hipotezę, jakoby cerkiew nigdy nie została pomalowana. Podczas naszej wizyty (sierpień 2021) wykonywano chyba jakieś prace wewnątrz. Cerkiew była zamknięta, ale warto było zatrzymać się na trasie Radowice - Arbore.

Monastyr Arbore zjedzony zębem czasu

Kolejny raz dzisiaj padnie nazwisko księcia Stefana Wielkiego, na mocy którego postawiono cerkiew w Arbore. Ona także wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jednak wejście na teren monastyru jest darmowe i otwarte całą dobę. Sama cerkiew była zamknięta, ale byliśmy tutaj dość późno, bo około 18:30, być może są godziny, w których można wejść do środka. Na teren cerkwi wchodzi się przez dzwonnice z XIX wieku.

Wróćmy jednak do historii. Wybudowany w 1503 roku przez Lucę Arbore, który został w nim pochowany 19 lat później. Dopiero cztery dekady później, na zlecenie wnuczki fundatora cerkiew została pomalowana przez artystę Dragosa Comana. Kaplica stała się wiejskim obiektem kościelnym z czasem, kiedy ród założycieli zmarł.

Cerkiew w Arbore jest mniejsza niż inne cerkwie Bukowiny, nie posiada też wieży, a zbudowana jest na planie prostokąta. Mury są z surowego drewna, a sklepienie z cegły. Malowidła wewnętrzne i zewnętrze w dużej mierze oparte są na zielonej barwie tła. Większość z malowideł przedstawia sceny z Księgi Rodzaju i życia świętych.

Na zewnątrz najlepiej zachowały się osłonięte ściany: południowa i zachodnia. Zachodnia to freski przedstawiające Hymn Modlitwy do Dziewicy, popularne już oblężenie Konstantynopola, Sąd Ostateczny i Syna Marnotrawnego. Obok cerkwi usytuowano ciekawy obiekt. Są to dwie kamienne płyty z piętnastoma otworami, w których mieszano farby do malowania kościoła.

Monastyr Solca, mniej znany i tuż obok szlaku

Pierwszy tego dnia na naszej trasie to raczej mało popularny Monastyr w Solca. Jest to obiekt w lat późniejszych, bo wybudowany w roku 1614 przez władcę Stefana Tome II i do roku 1785 działał jako klasztor mnichów. Dokładnie 29 kwietnia 1785 roku został zlikwidowany przez Węgrów i stał się kościołem parafialnym. Nie znajduje się on na liście UNESCO, ale wpisany jest jako zabytek okręgu Suczawa od 2015 roku. Można wejść na teren cerkwi oraz do środka za darmo, a mi kazano przewiązać w pasie materiał a'la suknia (miałam na sobie spodenki rowerowe), Krzysiek wszedł bez dodatkowej odzieży. Zakończenie budowy kościoła dotuje się na wspomniany 1614 rok, ale data rozpoczęcia budowy nie jest znana. W latach 1621-23 dobudowane zostały mury obronne, pomieszczenia dla mnichów i opactwo.

Cerkiew jest bardzo charakterystycznym budynkiem mołdawskiej architektury i razem z kościołem Dragomirna stanowią najwyższe w północnej Mołdawii. Ten liczy sobie 36 metrów wysokości, a masywna konstrukcja sięga 2 metrów grubości, ma cztery pary wysokich przypór, widoczne pogrubienia ścian przy apsydach bocznych. Rząd małych wsporników podpiera dach z gotyckimi profilami. 

Wewnątrz cerkwi ukryta jest skarbnica, do której wchodzi się przez żelazne drzwi zakamuflowane ławkami po północno-zachodniej stronie nawy. Dochodzi się do niego spiralnymi schodami, podobno dziś znajduje się tam muzeum - my tam nie dotarliśmy.


Blisko 500 lat historii Monastyru Humor

Już w wieku XIV lub z początkiem XV w mieście Manastirea Humorului stała pierwsza cerkiew, to z tego okresu pochodzi arcydzieło mołdawskiej sztuki Ewangeliarz z Humor, który podziwiać można z muzeum w Putna. Dzisiejszy monastyr, z którego zachowała się jedynie cerkiew pochodzi z 1530 roku i pobudowana została z inicjatywy Piotra Raresza (czytaj też o Cerkwi Moldavita). Postawiona na planie trójkonchowym posiada wewnątrz cztery części, w tym z przedsionka szeroko otwartego arkadami co było pierwszym takim rozwiązaniem na Bukowienie.

Jest jednym z mniejszych cerkwi w okolicy i nie posiada wieży kościelnej. Oznacza to, że jego fundator był wysoko postawionym urzędnikiem dworskim, bardzo bogatym jednak nie był on księciem. Nazwisko księcia Piotra Raresza widnieje jednak obok założyciela kościoła - Toadera Bubuioga, więc uznać można, że ten pobłogosławił arystokracie budowę cerkwi. Od dawna wiadomo, że z czasach, kiedy polityka była silnie związana z religią, bycie protektorem kościołów było dobra inwestycją i gwarancją spokojnych rządów - cóż, przynajmniej spokoju w kwestii dzierżenia władzy.

W roku 1535 kościół został ozdobiony freskami mistrza Toma z Suczawy i jest to pewne, gdyż pozostawił po sobie podpis na murach cerkwi. Standardowo najlepiej zachowane freski znajdziemy na ścianie południowej, sceny z Sądu Ostatecznego, Zwiastowania czy opowiadające o Synu Marnotrawnym to już standardowe motywy cerkwi na Bukowinie. To w głównej mierze malowidła wewnętrzne i zewnętrzne sprawiły, że ten obiekt także znajduje się na Liście UNESCO. 

Wejście na teren monastyru jest płatne i otoczone płotem, ponieważ oryginalne mury zostały zburzone. Zachowała się jedynie cerkiew oraz wolnostojąca dzwonnica z 1641. Więc nie pomyliłam się mówiąc, że dziś obronne mury służą do ochrony przed spojrzeniami turysty. 

Monastyr Voronet, czyli Kaplica Sykstyńska Wschodu

To jest totalny ewenement, ale cerkiew w Voronet została zbudowana w 1488 roku w ciągu 3 miesięcy i 3 tygodni! Tak przynajmniej głosi napis nad wejściem do kościoła. Oznacza to, że obiekt został wzniesiony ekspresowym tempem, a do dziś zachował się w wyśmienitej formie. Znany jest także jako Kaplica Sykstyńska Wschodu, a jego kolor nazywany Voronet blue, w zasadzie niemalże niemożliwi do odtworzenia jest unikalny na skalę światową.

Bryła cerkwi jest proporcjonalna i wpisuje się w styl mołdawski z elementami inspirowanymi stylami gotyckim i bizantyjskim. Początkowo posiadał dwa pomieszczenia: nawę i przednawie, a w 1547 roku dobudowano przedsionek o dwóch wejściach. Do roku 1786 działał tutaj klasztor, który po zlikwidowaniu przez władze węgierskie spowodowały zmianę klasztoru na świątynię parafialną. Zakonnice wróciły tutaj blisko dwieście lat później, bo w 1990 roku. 

Wewnętrzne malowidła powstawały stopniowo, a najstarsze sięgają XV wielu. W nawie kościoła dostrzec można portrety fundatora Stefana Wielkiego z rodziną. Zdecydowanie najbardziej imponujące są jednak malowidła zewnętrzne z 1547 roku, z dominującym wspomnianym już kolorem niebieskim. Najcenniejszymi freskami są te ze sceną Sądu Ostatecznego na zachodniej ścianie. W dolnej części obrazu widać zadowolonego szatana zapraszającego grzeszników do piekła. Wśród nich są także Żydzi i Turcy. Aniołowie Michał i Piotr wieńczą dzieło, jeden z nich otwiera bramy nieba, drugi popycha grzeszników do piekła. Prosty przekaz dla niepiśmiennych wtedy wieśniaków. 


Mam nadzieję, że nasza wycieczka po Monastyrach Bukowina przekonała Cię, że warto odwiedzić ten region Rumunii, który warto także wspomnieć pełen jest polskich wsi, dlatego że to tutaj mieszka polska mniejszość w Rumunii. Nam udało się nawet spotkać polską grupę, która na festiwalu na Przełęczy Partia Prislop reprezentowała swój region i wykonywała tradycyjny taniec!

Cudownego czasu na Bukowinie
Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images