Co już dziś zrobilibyśmy inaczej? Obnażamy nasze błędy i nietrafione wybory przy budowie vana

Nie popełnia błędów, ten kto nic nie robi. No może to, że nic nie robi to zbyt mocno powiedziane, ale na pewno nie popełnił nikt takich błęd...

Nie popełnia błędów, ten kto nic nie robi. No może to, że nic nie robi to zbyt mocno powiedziane, ale na pewno nie popełnił nikt takich błędów jak my, kto nie budowała samodzielnie kampera bez najmniejszego doświadczenia. To chyba był nasz największy błąd, więc czy jest sens pisać o tych wszystkich innych po kolei? Żartuje, kurcze cieszymy się, że mamy nasze cztery ściany na kołkach i że – bez ściemy – mówimy na niego dom. Jednak ogromnej ilości błędów się nie wystrzegaliśmy i dziś trochę się im przyjrzymy.

Czas budowany vana i rozpoczęcie prac w listopadzie

O tym, że budowa vana zajęła nam równe pół roku mogliście przeczytać w poprzednim wpisie z serii sobota z vanlife. Co dziś zrobilibyśmy inaczej, to inaczej wybralibyśmy termin przebudowy. Padło na listopad, kiedy wróciliśmy ze studniowej podróży autostopem i byliśmy tym projektem wykończeni. Zachłyśnięci kamperami, które widzieliśmy po drodze już w Portugalii szukaliśmy busa dla siebie, ostatecznie kupiliśmy go dwa tygodnie po powrocie do Polski. Zaczęliśmy pracę już pod koniec listopada 2020 roku i to był spory błąd.

Zima nie jest bynajmniej najlepszym miesiącem do wykonywania takich prac. Po pierwsze w garażu, gdzie pracowaliśmy temperatury nie były domowe, raczej nadworne. Po drugie robiła się szybko ciemno, więc pracę często kończyliśmy już około 15:00. Po trzecie jednak wiele materiałów, których używaliśmy powinny być wykorzystywane w odpowiednich, optymalnych temperaturach, gdzie umówmy się, to nie jest – 10 stopni Celsjusza. 

Kiedy przyszedł kwiecień-maj prace szły już pełną parą, od rana do godziny 19:00-20:00, robota paliła się w rękach, a i cała aura była bardziej sprzyjająca. Plus nie trzeba się było martwić o kleje, silikony i lakiery.

TIP. Dziś zdecydowanie wybralibyśmy inne miesiące. Myślę, że rozpoczęcie praz w okolicy marca-kwietnia (w zależności od regiony w Polsce) było by optymalnym czasem.


Plan pracy i plan urlopu

Z pewnych względów zależało nam na jak najszybszym wykonaniu busa. Nie chcieliśmy więc pozwalać sobie na urlopy, czy dni wolne od tej pracy. Dlatego jedyne okresy przerwy w budowie przypadały na okres Bożego Narodzenia, Wielkanocy i najzimniejszego tygodnia ever jaki nas zastał w lutym. Prócz tego i jeszcze kilku pojedynczych dni prace wykonywaliśmy bez wytchnienia. Czy dzień był wtorkiem, czy niedzielą nie miało żadnego znaczenia. Już w trakcie przebudowy wiedzieliśmy, ze to błąd, że wzięliśmy na siebie zbyt wiele. Nie było czasu na odpoczynek, regeneracje, złapanie oddechu czy po prostu zluzowanie gumy w majtach. Było nam ciężko i sami się na to skazaliśmy przekonaniem, że zrobimy to bez czasu wolnego. Doprawdy powiadam Wam – odpoczynek jest potrzebny, więc warto zaplanować sobie czas na pracę i czas na wyjechanie z garażu i po prostu wakacje.

TIP. Dziś pewnie dogadalibyśmy szczegóły i pozwalali sobie na co najmniej wolne weekendy i chociaż jeden dłuższy odpoczynek raz na jakiś czas. Jednak jak powiedziałam, były też pewne inne argumenty, które skłoniły nas do prac na 200%.

To dwa podstawowe błędy z takich tematów nie typowo budowalnych. Przechodzimy zatem do tej drugiej, trochę dłużej części tego wpisu – czyli błędu popełnione podczas robienia samej przebudowy.

Zakup kół jak siemasz

Gdzieś znaleźliśmy informacje, że do naszej Kaczki pasują koła od Unimogu, piękne, ogromne, terenowe, z charakterem, jejuuu nie będę wymieniać wszytych zalet, za to poglądowo wrzucam zdjęcie z pinteresta, abyście wiedzieli jak mało to wyglądać. To nasza najkosztowniejsza wtopa, bo kupiliśmy używane koła, oddaliśmy je do piaskowania, kupiliśmy farby i pomalowaliśmy. Zamówione opony nówki sztuki przyjechały do nas na palecie, a my na przyczepce zawieźliśmy wszystko do wulkanizacji, aby nam te opony na śliczne, czarne koła założył. Panie, jakie piękne były te koła! Cena? Całego kompletu blisko 4 tysiące złoty – ogromnie dużo, ale tak je chcieliśmy. Poza tym to była jedna z pierwszych rzeczy za które się zabraliśmy, więc jeszcze wtedy każda złotówka aż tak nie bolała.

Problem zaczął się, kiedy założyliśmy oponę jedną na przód, a drugą na tył. Po pierwsze okazało się, że przednie koło wystaje poza obrys samochodu, co jest zabronione polskim prawem. Tutaj trzeba by było kupić dużo większe błotniki, ale może jeszcze byłoby to w jakiś ludzkich granicach cenowych. Ale po założeniu tylnego koła powstał kolejny problem. Z racji, że na tylnej osi były bliźniaki to koła nie były w linii prostej. Jakby ich nie założyć, to przednie wystawało, a tyle było głębiej. Osadzenie kół było złe, więc pytanie, jak oni to robią w Niemczech, że tak jeżdżą? No chyba po prostu tak zostawiają, a czy tam regulują to przepisy – nie wiem. Ale skubani tak jeżdżą po drogach! Inną opcją jaka nam pozostała, to zakup dwóch dystansów. Jednak jakby to było już zbyt wiele. Finalnie założyliśmy stare koła, a te wystawiliśmy na sprzedaż. Może ktoś je kupi – ostatecznie są jest to dość chodliwe felgi. Jednak póki co – pierwsze miejsce na podiom pod względem straconych pieniędzy zajmują koła od Unimogu, które nijak nie pasują do naszego Vario.

Panele winylowe, a nie jakiś tam gumolit

Jak obecnie sprawdza się nasze linoleum? Świetnie i jest piękne :D Żartuję z tym jakimś tam gumolitem, ale fakt jest taki, że na początku założyliśmy panele winylowe – takie zwykłe podłogowe jak w domu. Koszt 323 złotych jak krew w piach. Panele musieliśmy zdjąć tuż przed wyjazdem, bo kiedy wystawiliśmy vana na zewnątrz i otworzyliśmy drzwi słońce zrobiło nam cuda. Słońce, kiedy oparło się na podłodze i nagrzało panele pokazało nam co to znaczy być wrażliwym na temperaturę. Panele się podniosły i ułożyły w fale Dunaju, nie dało się już tego opanować, przybić ani przykleić. Ostatecznie zdarliśmy te panele z podłogi i położyliśmy zwyczajne linoleum. To prawda, że panele podłogowe pracują, ale o tym, że kładąc je zostawia się jakieś dystanse dowiedzieliśmy się zbyt późno.


Malowanie boazerii i zachwiana kolejność

Idąc dalej, to nie tylko panele podłogowe pracują, bo drewno też. I to niby każdy wiedział, ale nie aż tak żeby pomyśleć o malowaniu boazerii przed założeniem. Boazeria wylądowała na ściennie, po uprzednim szlifowaniu – uff chociaż o tym nie zapomnieliśmy, a dopiero później zabraliśmy się za jej malowanie. Skutek? Obecnie drewno się trochę pokurczyło i w szczelinach pomiędzy deskami, na tzw. piórze boazerii  widać teraz niedomalowane elementy. Całe szczęście zostało nam trochę farby, którą na razie razem z pędzlem mamy w bagażniku. Jeszcze trochę pojeździmy i domalujemy braki. Taki problem, to nie problem, ale gdybyśmy zachowali odpowiednią kolejność, to po założeniu ich na ścianę nie musielibyśmy już o nich myśleć ani przez sekundę.


Malowanie busa i znów od dupy strony

Zdecydowaliśmy się też na przemalowanie busa z koloru kości słoniowej na coś jak wojskową zieleń. Wycena takiego przedsięwzięcia przez lakiernika trochę nas wbiła w podłogę, z drugiej strony oklejenie busa wcale nie wychodziło aż tak dużo taniej. Postanowiliśmy pomalować go sami farbą poliuretanową. Dziś już wiemy, że powinniśmy to zrobić na samym początku, a my nie byliśmy wtedy zdecydowani na 100%, więc zabraliśmy się za to dopiero w marcu, przez co musieliśmy zaklejać wszystkie okna i inne zamontowane już elementy. Samo przygotowanie busa pod malowanie było katorgą. To co robiąc to pod raz drugi byśmy zmienili to sposób malowania, ponieważ zdecydowaliśmy się na pomalowanie wałkiem. Efekt nie jest zły, ale malowanie pistoletem byłoby wygodniejsze, a zakup kilku dobrej jakości wałków wcale nie był tańszy niż kupno pistoletu do malowania.  Także przemalowanie Vana na plus, ale zmienilibyśmy formę – na malowanie pistoletem oraz czas – zrobilibyśmy to na samym początku.


Łazienka i nieszczęsna toaleta

Trochę kiepsko postąpiliśmy z zakupem toalety. Trafiła się okazja na olx i za tysiąc z hakiem odkupiliśmy używany kibelek z nową kasetą na fekalia. Wszystko spoko, bo ba toaleta od Thetford jest świetna, gdyby nie to, że nasza dziwnym trafem miała zaokrąglaną obudowę. Nasza łazienka ma kwadratowe ściany, więc zrodził nam się  niemały problem. Oczywiście jak z tysiącem innych rzeczy, poradziliśmy sobie z tym na partyzanta i toaleta pasuje, jest szczelna itd. Ale kłopotu było co nie miara, więc stanowczo polecamy kupić taką w kwadracie, albo od razu kupić obrotową – dziś taką właśnie byśmy wybrali.


Woda i hydraulika

Nie jestem Wam w stanie dokładnie wytłumaczyć o co chodzi, ale to jest jeden z elementów z którego nie jesteśmy do końca zadowoleni. Choć sami nie wiemy, jak moglibyśmy to zrobić inaczej to ewidentnie coś tutaj nie gra. Zlewozmywak, brodzik, pompa wody i Truma do nagrzewania są super, ale coś nam nie pasuje. Jakoś te systemy, mocowania odpływów i ułożenie bojlera na wodę czystą mógłby być zrobione inaczej, lepiej. Od samego początku system rurek wkurzał nas niemiłosiernie i mieliśmy kilka przecieków, może to przez to nie wzbudza we mnie on finalnie wielkiego zaufania. Obawiam się, że to pierwsza z rzeczy, która nas zawiedzie, albo po prostu się nie sprawdzi.


Okienka w drewnianej obramówce

To śmieszna historia, więc ją tutaj zapisze, chociaż to mały błąd, a w zasadzie głupota z naszej strony, więc pokrzykujmy to jako mały przerywnik 😀 Zamontowaliśmy okna boczne po obu stronach busa i zastanawialiśmy się jak wykończyć je ładnie od środka. Stanęło na drewnianej ramce dookoła okna i kiedy już ją docięliśmy, pomalowaliśmy i zamontowaliśmy chcieliśmy na próbę zamknąć okna – okazało się, że nie idzie 😂 Drewniana ramka zasłaniała zaczepy, także nooo chyba już byliśmy zmęczeni. Ramę przyszło nam zdemontować, wyszlifować otwory na zawiasy okienne, pomalować raz jeszcze i dopiero ponownie zamontować.


Niech to będzie ostatnia z wymienionych dziś rzeczy, która mam nadzieję pokaże Wam ile drobnych prac wykonanych było nieprawidłowo, w złej kolejności etc. Nagminnie okazywało się, że robimy coś nie po kolei, albo że musimy z czymś czekać, bo brakuje jakieś tam drobnej części – a umówmy się – nie da się kupić wszystkiego z jakimś kosmicznym wyprzedzeniem!


Póki co nic więcej nas ani nie ziębi, ani nie parzy. Chcę dodać ten wpis dość szybko po skończeniu budowy vana i niedługo po tym jak w nim zamieszkaliśmy dlatego trafia na blog już teraz. Za kilka miesięcy postaram się zrobić update i ocenić wszystkie rozwiązania z perspektywy czasu :D Sami nie wiemy na ile zbiorniki na wodę, które mamy się sprawdzą. Czy fotowoltanika jest wystarczająca do naszych potrzeb. Czy izolacja i ogrzewanie jest odpowiednie do zimowych wyjazdów. To wszystko wyjdzie w praniu i po miesiącach VanŻycia. Uwielbiam takie zestawienia jak było i jak jest. Dlatego tyle rzeczy zapisuję, aby mieć punkt odniesienia. Coś co dzisiaj jest czarne, za kilka lat może okazać się białe. Dobrze jest móc sobie przypomnieć – autentycznie – jak było kiedyś, a że pamięć jest zawodna, to najlepiej wszystko spisać ❤


Na dzień 4 lipca 2021 roku uważam jak zapisano powyżej.

Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images