Budowa vana to sztuka wyboru, a z tych jesteśmy naprawdę dumni!

Jak w mordę strzelił! Sama w to nie wierzę, że dziś mamy 10 lipca co oznacza, że minął dokładnie miesiąc od naszego wyjazdu. Nie chce być in...

Jak w mordę strzelił! Sama w to nie wierzę, że dziś mamy 10 lipca co oznacza, że minął dokładnie miesiąc od naszego wyjazdu. Nie chce być inaczej, 10 czerwca wsiedliśmy w nasz VanDom i odjechaliśmy z parkingu w naszym rodzinnym Ostrzeszowie i pojechaliśmy na Jurę Krakowsko-Częstochowską, dalej w Pieniny i w Tatry. Czy mogłabym wymarzyć sobie lepszą miesięcznicę, niż taka przypadającą dokładnie w dzień publikacji kolejnego wpisu z serii soboty z #vanlife? Chyba nie, do tego wszystko idealnie gra w moim chronologicznym kalendarzu. Tydzień temu bowiem pisaliśmy o naszych wpadkach przy budowie vana i o tym, co już dziś zrobilibyśmy inaczej.

Chyba czas przesunąć szalę na drugą stronę i opowiedzieć o tym, z czego jesteśmy naprawdę dumni i co się świetnie sprawdza w życiu z kamperze. Przy okazji opierając swoją wiedzę na miesięcznym doświadczeniu mieszkania na czterech kółkach – jesteście ciekawi jak żyje się na 8 metrach kwadratowych?

Mercedes Vario Kaczka – najlepszy z możliwych wyborów

Zaczniemy od tego, że wybór Mercedesa Vario już sam w sobie był chyba strzałem w dziesiątkę, a przemalowanie go na ten konkretny kolor dodało mu jeszcze charakteru. Jego zewnętrzy wygląd jest dla nas o tyle ważny, że przyciąga uwagę i pokazuje już odrobinę nasz styl jeszcze zanim ktoś zerknie do środka. Nie spodziewaliśmy się, że „na wygląd” przyciągniemy do siebie tylu świetnych ludzi. Zewnętrzy aspekt naszego vana i fakt, że jest tą Kaczką – powoli kultowym modelem na ulicach sprawia, że wiele osób nas zagaduje, zaczepia i wszystko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To jak wygląda nasz dom z zewnątrz i to, co za tym idzie ogromnie nas cieszy i uważamy, że malowanie i kupienie tej Kaczki było dobrym wyborem.

To, że van to Vario ma tez wielki plus w środku. Nasz VanDom ma 185 centymetrów szerokości wewnątrz. Dzięki temu, co powtarzaliśmy wielokrotnie, mamy pełnowymiarowe łóżko w poprzek samochodu. Cała długość Vario to nieco ponad 4 metry. Dzięki temu zyskaliśmy wewnątrz przestrzeń dość szeroką i nie tak długą, jak to vany lubią mieć w zwyczaju. Plan kwadratu, a nie długiego, wąskiego prostokąta, to coś na czym mi bardzo zależało. Dzięki takiej bryle czuję się bardziej jak w domu, nie jest klaustrofobicznie i tak wiecie, jak na korytarzu :D Taki kształt busa bezapelacyjnie działa na jego korzyść dodaje ciepła i przytulności, a o to też przecież nam chodzi – abyśmy czuli się w VanDomu, jak w Domu.

Łazienka i toaleta – luksus, o którym nikt nie myśli

Łazienka to najlepiej wykorzystane 70x70 centymetrów w naszym vanie. Decyzja, której nie zmienilibyśmy absolutnie za żadne skarby i mimo że ostatnio pisaliśmy Wam o samej toalecie jako błędzie, to cała łazienka jest świetna. Dla niewtajemniczonych, toaleta miała zaokrąglone brzegi, a nasza łazienka jest na planie kwadratu, więc wybór toalety nie był najtrafniejszy i przysporzył nam sporo problemów. Dziś jednak, kiedy cała łazienka działa, można zrobić siku w każdym momencie, wziąć prysznic po całym dniu – i to ciepły prysznic czujemy się jakbyśmy złapali boga za nogi. Niewiele z nas pewnie rozpływa się nad posiadaniem łazienki i toalety w domu, bo jest do dla nas tak oczywisty standard, że nikt się nad tym specjalnie nie pochyla. Jednak kiedy nie masz tego na co dzień, możesz odczuć ogromną wdzięczność za posiadanie dokładnie tego małego pomieszczenia. Poza tym jesteśmy pozytywnie zaskoczeni faktem, że z naszej łazienki nie ma żadnych zapachów. Obawialiśmy się lekkich nieprzyjemnych woni, albo specyficznego zapachu niebieskiego płynu używanego do ToiToi, a tutaj nic. Łazienka sprawdza się świetnie i daje największy komfort o jakim można zamarzyć.

Dla osób jeżdżących po ciepłym wybrzeżu Hiszpanii lub nocujących na przygotowanych do tego kempingach może nie odgrywałoby to aż tak wielkiej roli, jednak jeśli planujecie podróże w stylu podobnym do naszego, to warto rozważyć wygospodarowanie miejsca na ten luksus.

Wymarzona kuchnia i dodatki – Home Sweet Home

Nigdy Wam o tym nie wspominałam, ale kiedy jechaliśmy w studniową podróż autostopem po Europie, był taki moment, kiedy rozkleiłam się totalnie – przez pozornie głupotę. Jadąc w podróż z jednym plecakiem ma się bardzo ograniczone pole do pakowania, stąd nasze wyposażenie było wtedy bardzo skromne. Przez cały ten czas jeden obśrupany już termon, jeden garnuszek i plastykowa miska do godowania i jedzenia z nich. Dlatego, kiedy weszłam do Kauflandu w Wielkiej Brytanii na dział kuchnia, mokra jak kura, zła jak osa, to powyłam się jak bóbr. Bo gdy skumulowały się we mnie te wszystkie emocje nie wytrzymałam, spacerowałam po alei, a łzy spływamy i nie były do opanowania. Nigdy wcześniej, i nigdy potem widok przepięknych misek, pękatych kubków czy lśniącego tostera nie wzbudził ze mnie tylu emocji co wtedy.

Ta jedna wizyta w sklepie uświadomiła mi, jak codzienne przedmioty na nas działają i jaki mogą mieć wpływ, nawet kiedy sami nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wielu z nas uważa za głupotę posiadać swój ulubiony kubek, koc na zimę, bluzkę na lato – z jednej strony prosimy, aby mąż zrobił nam kawę w naszym ulubionym kubku, a ten podśmiechuje się pod nosem myśląc, jakie to ma znaczenie. Z drugiej mąż uparcie szuka tej konkretnej koszulki na niedzielny obiad, bo ta jest z tych „jego najlepszych”, a my robimy awanturę, bo już trochę nam się spieszy.

Jednak otaczanie się takimi ulubionymi rzeczami daje nam ogromną radość każdego dnia i sprawia wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu, tam gdzie powinno być – nawet jeśli świadomie nie zdajemy sobie z tego sprawy i to bagatelizujemy. Dlatego jestem na maxa dumna z naszej kuchni! Zakup tej konkretnej gazówki, zlewozmywaka i kranu, dobór tej drogiej mozaiki i robienie frontów przez tydzień – dziś to wszystko procentuje. Kiedy zamawiałam z Olkusza emaliowany, żółty czajnik, a z AliExpress turkusową kawiarkę nie wiedziałam, że będą one sprawiały mi tyle radości. Nie żałuję żadnej złotówki wydanej na naszą kuchnię.

Domowa lodówka – hit czy kit

Lodówka była tym elementem wyposażenia, którego szukaliśmy bardzo długo. Przeliczaliśmy klasy A i A+++ na pobór prądu i na nasze akumulatory. Wybieraliśmy najlepsze wymiary, aby przy swoich gabarytach zewnętrznych miała jak najwięcej miejsca w środku, no i czy potrzebujemy ten zamrażalnik, czy wystarczy sama chłodziarka? Zdecydowaliśmy się na lodówkę domową, a nie kempingową i już ten wybór był odpowiedni. Podjeżdżamy do sklepu i robimy zakupy na kilka dni nie bojąc się o jajka, nabiał, wędlinę i mięso. Przestrzeń chłodziarki jeśli mamy za dużo wolnego miejsca wykorzystujemy na trzymanie tam puszek z fasolą czy kukurydzą, butelki z wodą itp. Zamrażalnik to fantastyczny dodatek, bo teraz latem wrzucamy tam sobie lody, które jemy na deser, warzywa na parę i mięso na zapas. Obawiałabym się trzymać mięso kilka dni w lodówce, a i warzywa mogły by nie być tak świeże po tygodniu. Zamrażalnik sprawdza się świetnie!

W kwestii prądu i jego poboru nie zauważamy, aby lodówka miała jakiś wielki wpływ na jego ewentualne braki, bo w sumie ani razu nie odczuliśmy żadnych braków. Zobaczymy jak sytuacja będzie wyglądała w innych porach roku, bo z drugiej strony latem ciężko to ocenić. Na dziś dzień dostaje okejke, a co będzie przy mniejszych ilościach słońca to się okaże.

Ilość prądu w gniazdku

I tym samym przechodzimy do kolejnego punktu naszego zadowolenia, czyli wybór od razu dwóch akumulatorów żelowych i odpowiednich do nich paneli fotowoltaicznych. Jak wspomniałam mamy lato i zero problemów z ilością prądu. Zawsze jednak pozostaje ten strach, kiedy na zewnątrz ostatnio były same pochmurne dni. Często vanliferzy decydują się na jeden akumulator, chociaż pewnie wynika to też z innego zapotrzebowania i stylu podróży. Na razie mamy dwa akumulatory po 100Ah i to była dobra decyzja, która pozwala nam nie myśleć nagminnie o tym, co dzieje się w naszej rozdzielni prądu. Chociaż nie powiem, abyśmy ze zużyciem szaleli bezmyślnie. Mamy jeden licznik nad blatem kuchennym, który nieco obrazuje nam bieżącą sytuację. Nie zużywamy prądu niepotrzebnie, przynajmniej tak nam się wydaje. Jednak jak pisałam już w przyszłym tygodniu, chciałabym się do tego odnieść jeszcze raz za kilka miesięcy.

Ukryte szafki, schowki i wykorzystanie miejsca

W kamperach z prawdziwego zdarzenia jest szafek i szafeczek od zatrzęsienia i mają one świetnie wykorzystany każdy kawałek przestrzeni. U nas też nieco się to udało, a mówiąc nieco, mam na myśli, że jesteśmy naprawdę zadowoleni z ilości posiadanych szaf i ich dostępności. Przed budowa poddaliśmy pod dyskusję sposób mocowania łóżka: czy ma być na stałe, czy składane w salon i dobrze, że wybraliśmy łóżko na stałe. Chociaż!! Wiem, że wiele osób drugi sposób sobie chwali – jednak wtedy nie mają taż tak dużego bagażnika. W naszym małym aucie był on konieczny.

Poza ogromną szafą pod łóżkiem, gdzie jednak lwią część zajmują butle, pompy, grzałki i narzędzie mamy jeszcze super szuflady. Zrobienie szuflad było chyba najlepszym pomysłem, bo mamy do nich zdecydowanie najlepszy dostęp i są maksymalnie pojemne. Szafa nad szoferką także sprawdza się super, a powstała od czapy i mieliśmy wielki problem żeby ją zamontować, ale obecnie świetnie się sprawdza i jest w takim miejscu, że nie zabiera nam żadnej przestrzeni, której byłoby nam szkoda. Z szafką pod kuchnią mieliśmy największy problem, bo była bardzo mało funkcjonalna, więc już w Pieninach kupiliśmy kawałek sklejki i zamontowaliśmy wewnątrz półkę na naczynia. Nadal mogłaby być zorganizowana lepiej, ale już nic nie będziemy w niej ruszać – póki co wystarczy.

Na razie to lista najważniejszych spraw, na które codziennie zwracamy uwagę i gołym okiem dostrzegamy ich zalety ❤ Ponownie jak w tekście o tym, czego żałujemy mogę jedynie odnieść się do chwili bieżącej - czyli naszych odczuć po miesiącu życia w vanie. Zapewne po dłuższym mieszkaniu dostrzeżemy inne wady i zalety naszych rozwiązań i wtedy chętnie podzielimy się z Wami nowymi odkryciami 😀

 

Na dziś o tyle i wyszedł całkiem przyjemny wpis pochwalny, co wcale mi nie przeszkadza. Ostatecznie mam wrażenie, że na razie nie mówiłam zbyt wiele o rzeczach przyjemnych w kontekście budowy vana - więc może tym artykułem otworzę sobie furtkę do zachwalania tego projektu. Tymczasem

całuję.

Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images