Rohacze - przepiękna grań Słowackich Tatr Zachodnich od Wołowca po Smutne Sedlo

Rohacze polecano nam tyle razy, że byliśmy pewni, że chcemy tam pójść. Na tyle mocno, że byłam gotowa tam pójść dwukrotnie. Rohacze są też d...

Rohacze polecano nam tyle razy, że byliśmy pewni, że chcemy tam pójść. Na tyle mocno, że byłam gotowa tam pójść dwukrotnie. Rohacze są też dla mnie o tyle wyjątkowe, że to mój pierwszy samodzielny trekking w górach, ale o tym jak to się stało, że na grań Rohaczy musiałam iść po raz drugi, a także o tym jakim zbiegiem okoliczności po raz pierwszy w życiu znalazłam się na szlaku sama przeczytacie w dalszej części wpisu. Zapraszam 👇

Rohacze to dwa szczyty znajdujące się po słowackiej stronie Tatr Zachodnich, które są równie chętnie odwiedzane przez słowackich, jak i przez polskich piechurów. Leżą w głównej grani Tatr, którym biegnie czerwony szlak. Rohacze mamy dwa: Płaczliwy i Ostry.

Rohacz Płaczliwy, oznaczony na mapach pod nazwą po prostu Placlivo mierzy 2126 m.n.p.m. i jest tym wyższym i bardziej na zachód wysuniętym szczytem. Drugą górą jest Rohacz Ostry, nieco niższy i mierzy 2087 m.n.p.m. Szlak między nimi wiedzie przełęczą o ostro opadających zboczach. Szacunkowo idąc czy to z Ostrego na Płaczliwy czy odwrotnie trasa powinna zająć nam do godziny czasu.

Rohacze otulają trzy doliny: Smutna, Jamnicka i Żarska. Chyba najpiękniej się z Rohaczy prezentuje Dolina Smutna, czyli na północny-zachód od grani. To stąd opadają niemalże pionowe ściany w dół doliny na prawie 200-250 metrów. W dolinie widać liczne ścieżki, schronisko Tatliakova Chata oraz jeziora. Przez tą dolinę możemy wejść na przełęcz Smutne Sedlo, skąd wielu zaczyna lub kończy swój trekking granią Rohaczy. Druga z dolin, Dolina Jamnicka rozciąga się na południowy-wschód od grani i z jeziorami Jamnickimi wodospadem, strumieniem oraz szczytami w oddali robi ogromne wrażenie. Ostatnia z wymienionych dolin tj. Dolina Żarska leży na południowym-zachodzie od Rohacza Płaczliwego i wydaje się być niemalże idealną opcją na trekking na Rohacze jeśli wybieramy się od Słowackiej strony.

Według informacji dostępnych  internecie przeczytać możemy, że Granią Rohaczy często określa się całe pasmo górskie od Rohacza Ostrego po Zuberski Wierch. Szczerze przyznam, że tę informację znalazłam dopiero po powrocie z trekkingu, a szkoda! Ta opcja brzmi bardzo kusząco, wiec jest szansa, że na Rohacze jeszcze wrócę i obiorę na cel ten właśnie wariant szlaku.


Co jeszcze powinieneś wiedzieć przed wyjściem na szlak

  • Na szlaku znajduje się etap z łańcuchami, ale nie tak długi jak mogłoby się wydawać czytając te mrożące krew w żyłach opowieści w internecie. 
  • Szlak jest otwarty standardowo, jak wiele innych szlaków na Słowacji w okresie do 15 czerwca do 31 października
  • Nie widzę konieczności posiadania kasku czy uprzęży i nikogo z takim sprzętem nie widziałam, ale przejście między Rohaczami dla osób z lękiem wysokości może nie być najlepszym pomysłem.
  • Nawet poza weeekdem przy sprzyjającej pogodzie na szlaku jest sporo piechurów.
  • Oczywiście tutaj tak jak na całej Słowacji wejście na teren parku narodowego jest bezpłatne.
  • Przed wyjściem na szlak należy wykupić własne ubezpieczenie turystyczne, bo tutaj inaczej niż w Polsce akcje ratownicze są płatne


Pierwsza próba z Doliny Jamnickiej

Pierwsza próba wejścia na Rohacze zakończyła się niepowodzeniem, ale nie ze względu na same góry, tylko na bardzo niesprzyjającą pogodę –powiem to szczerze bez owijania. Zawróciliśmy, zrezygnowaliśmy z dalszej drogi przez pogodę, padało i widoczność była żadna, a my po górach chodzimy już tyle, że obecnie chodzenie dla samego chodzenia mija się u nas z celem. Z naszym celem oczywiście. Jadąc tu na kilka dni pewnie byśmy szli dalej, dla samego faktu przejścia, ale teraz wolimy odpuścić, zejść i może spróbować innym razem.


Tak było tego dnia. Ruszyliśmy szlakiem Doliną Jamnicką. Biwakowaliśmy na darmowym parkingu w krzaku w Przybylinie skąd podjechaliśmy około 4 kilometry rowerami na szlak wejściowy w dolinę. Tutaj zaczyna się niebieski szlak biegnący spokojnie doliną, przez las wzdłuż strumienia i z widokiem na wodospady. W lesie natrafiliśmy na chatkę samoobsługową. Tzn. otwartą, zadbaną, a toaletą, piecem i kuchnią – do nocowania i opłacenia za ten nocleg przelewem – czyli zasada zaufania, jesteś uczciwy i szanujesz to z czego korzystasz i robisz przelew na podany w komu rachunek bankowy. Tego dnia tylko tu odpoczęliśmy i poszliśmy dalej.


Cały czas szliśmy niebieskim szlakiem aż nad jeziora Jamniskie Plesa, gdzie nie było widać już nic totalnie. Weszliśmy jeszcze na przełęcz Jamniskie Sedlo i na tej wysokości 1908 metrów odpuściliśmy. Bardzo blisko mieliśmy stąd na Wołowiec oraz już obok na Ostry Rohacz, ale to nie miało sensu. Zawróciliśmy tą samą drogą. Przeparkowaliśmy samochód i inne ustronne miejsce kilka miejscowości dalej, aby odpocząć. Planowaliśmy zrobić dzień przerwy i jeśli pogoda się wyklaruje zaatakować Rohacze raz jeszcze za dwa dni.


PS. Dwie godziny po zejściu były już takie widoki 👆


 Próba druga z Doliny Ziarskiej

Ten dzień także zaczęliśmy do podjechania na szlak rowerem. Mieliśmy kilka kilometrów czerwonym szlakiem rowerowym z parkingu Jalovec na wejście w Dolinę Ziarską. Tu jeszcze jechaliśmy razem, ale na koniec Krzysiek złapał w rowerze kapcia i stwierdził, że tego dnia trekking odpuszcza – ja jestem nieugięta, więc ruszam sama.

Na wejściu w Dolinę Ziarską jest płatny parking, szlaban pozwala nam wjechać i pobrać bilet, który przy wyjeździe należy opłacić. Ja już bez roweru spokojnie te bramki mijam, ale zostawiam tip, z którego ja nie skorzystałam, bo myślałam że będę wracała inną trasą, przez góry żółtym szlakiem.

TIP: jeśli zależy Ci na szybkim przejściu Rohaczy, a masz rower to polecam podjechać rowerem całym niebieskim szlakiem (asfalt) aż do schroniska Ziarskia Chata, gdzie możesz zostawić rower i zrobić szybką pętle oszczędzając sobie kilkukilometrowy trekking do schroniska.


Wkroczyłam na niebieski szlak do schroniska, gdzie po zjedzeniu szybkiej kanapki popędziłam dalej. Na rozejściu się szlaków niebieskiego i zielonego wybrałam niebieski na przełęcz Smutne Sedlo. Doskonale wiedziałam, że z tego punktu chcę zacząć ‘robienie rohackiej trasy’.  Na tej krzyżówce stoi też znak zakazujący poruszania się dalszymi drogami w okresie od 1 listopada do 14 czerwca.


Na Smutne Sedlo i wysokość 1962 metry docieram bardzo szybko, aż sama jestem w szoku. Mam już za sobą ponad tysiąc podejścia! W szoku jestem też z powodu tłumów w tym miejscu, których się nie spodziewałam. Całe zamieszanie robi grupa słowackich wojskowych. Rozglądam się i podpatruję na mapę jak mam się dalej kierować i jak wygląda to czasowo. Pogoda trochę mnie zawodzi, bo kłębią się chmury, które ponownie zabierają widoczność. Ruszam w kierunku Płaczkiwego czerwonym szlakiem głównym.

Kieruję się na zachód w stronę Wołowca, według znaku i mojego zegarka powinnam tam dotrzeć o 14:00. Kiedy jestem w górach sama – po raz pierwszy dodam – dużo bardziej pilnuję czasu i wszystko sprawdzam dwa razy, czuję bowiem że jednak jestem sama i sama musze sobie poradzić.


Na Placlivym szczycie dłużej odpoczywam. Wygodnie usadowiłam się pod samym znakiem na kamieniu, zarzuciłam nogę na nogę i tak czekam na tych 2126 m.n.p.m. na jakieś widoki. Za plecami mam Dolinę Smutną, która jest chyba aż nazbyt smutna, bo tonie we mgle. Całe szczęście chmury przede mną pracują i szybko odkrywają doliny Żarską i Jamnicką. Świetnie prezentuje się podejscie na Baranec i tutaj po raz pierwszy uderza mnie wysokość tej góry i biorę pod wątpliwość, czy aby na pewno chcę schodzić z Rohaczy przez Baranec.


Ruszam dalej i zaczynam już rozglądać się za tymi łańcuchami. Ponownie Rohacze nazywane są Orlą Percią Tatr Zachodnich (Szlag, serio? To już wszystko co ma łańcuch jest Orlą?), a łańcuchów jak nie było tak nie ma i tak idę tą Przełęczą Rohacką, na prawo mam mgłę i na lewo mam mgłę. Dopiero tuż przed Ostrym Rohaczem jest nieco łańcuchów, które pokonuję sprawnie i już stoję na Ostrym. Po chwili, naprawdę po dosłownie kilku minutach chmury odpływają na tyle daleko, że piękna panorama uderza we mnie z każdej ze stron. W końcu widzę gdzie jestem i że było warto!

Schodzę z Ostrego Rohacza pod Wołowiec i podchodzę do góry. Tutaj mamy faktycznie więcej łańcuchów, ale i one nie sprawiają trudności. Widoki są bajkowe – popatrzcie sami.


Dotarłam gdzie chciałam, teraz czeka mnie jeszcze powrót. Początkową tą samą trasą Wołowiec > Ostry Rohacz > pod Płaczliwy Rohacz. Idę więc w tą i z powrotem dwukrotnie pokonując łańcuchy i szczerze nie odczułam różnicy z której strony szlak jest łatwiejszy. Tych odcinków łańcuchowych jest tak niewiele, że nie wiem czy jest sens przykładać wielką wagę do wyboru kierunku marszu. Czy Wołowiec > Smutne Sedlo czy odwrotnie poziom trudności jest podobny.


Tym razem na Placlive odbijam w dół nie szlakiem czerwonym, tylko żółtym do Żarskiej Przełęczy. Kiedy orientuję się, że jestem na 1917 m.n.p.m., a Baranec przez który chciałam iść to kolejne 300 metrów do góry trochę opada mi entuzjazm. Chcę już wracać do VanDomu, więc schodzę z żółtego szlaku i wybieram odbicie na zielony, który za moment łączy się z niebieskim, którym tutaj przyszłam. Na wysokości schroniska pluję sobie w brodę, że nie wjechałam rowerem aż tutaj. Niestety czeka mnie teraz żmudne zejście na dolny parking, zabranie roweru i jeszcze kilka kilometrów do domku.

 

Rohacze podsumowanie

👉 To niezwykle urokliwy szlak, wiec polecam całym sercem!
👉 Możliwy do przejście tylko w okresie 15 czerwca – 31 października
👉 Skądkolwiek by nie idąc czeka nas srogie podejście, ja zrobiłam np. ponad 2000 metrów do góry

Jeszcze jedno – mnie już naprawdę denerwuje porównywanie wszystkiego do Orlej Perci. Okej, na szlak nie polecam iść osobą z lękiem wysokości, bo ekspozycja jest całkiem niezła. Dodatkowo są łańcuchy, które obserwując co niektórych, są dla nich bardziej niebezpieczne niż pomocne. Oczywiście, że SZLAK PRZE ROHACZE JEST WYMAGAJĄCY, PRZYDA SIĘ DOŚWIADCZENIE W GÓRACH, ale na boga! To, że na szlaku jest kilkanaście metrów łańcucha jeszcze o niczym nie świadczy. Tyle w temacie, ja osobiście już nigdy nie użyję porównania czy Rohaczy, czy Czerwonej Ławki to naszego polskiego szalu. I nie dlatego, że uważam, go za lepszy, bo tak nie uważam. One są po prostu inne i twierdzę, że nie wymagają jakiegokolwiek porównania do czegokolwiek. Są wystarczająco piękne i bez tego.

 


W kwestii trudności dwóch szlaków na Słowacji: Czerwonej Ławki i Rohaczy ja się nie wypowiem – dla mnie oby dwa szlaki były przyjemne i nie powodowały szybszego bicia serca przez trudności. To co mnie urzekło na jednym i drugim szlaku to niecodzienne, przepiękne widoki!

 

Tym kończę! Cześć

Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images