Czerwona Ławka w Wysokich Tartarach Słowackich - Trudny? To zależy. Piękny? Z pewnością!

Czerwona Ławka, czyli słowackie Priecne Sedlo. Czasami lubi być porównywana do Orlej Perci i może zacznę od tego, że szczerze nie mam pojęci...

Czerwona Ławka, czyli słowackie Priecne Sedlo. Czasami lubi być porównywana do Orlej Perci i może zacznę od tego, że szczerze nie mam pojęcia skąd to porównanie. Osobiście, gdybym tego nie przeczytała w internecie, w życiu sama nie wpadłabym na pomysł, aby między tymi dwoma szlakami postawić jakikolwiek znak podobieństwa. Czy zatem Czerwona Ławka jest przereklamowana? Czy warto wybrać się na ten słowacki szlak? Odpowiadam 👇

Zacznijmy od tego, czym w ogóle owa ławka jest i gdzie się znajduje. Czerwona Ławka to polska nazwa przełęczy Priecne sedlo znajdująca się w grani Małego Lodowego Szczytu w słowackich Tatrach Wysokich. Osiąga wysokość 2305m.n.p.m. i niech nazwa nas nie myli, nie ma tam żadnej ławki.

Grań Małego Lodowego Szczytu otulają dwie doliny. Wschodnia to Dolinka Lodowa, która jest odgałęzieniem Doliny Małej Zimnej Wody, za to od strony zachodniej mamy Kotlinę Strzelecką należącą do Staroleśnej Doliny.

Szlak biegnący przez Czerwoną Ławkę utworzono w latach 1935-1937, a więc tuz przed II Wojną Światową. Przez lata szlak był jednokierunkowy, ale kiedy w 2013 roku władze parku zamontowały dodatkowe łańcuchy tworzące drugą drogę otwarto szlak w obu kierunkach. TANAP zamyka jednak szlak na długą część roku.

Ps. Rekomendujemy przejście z Teryho Chatki do Zbojnickiej Chatki, a nie odwrotnie, ale o tyj dalej.


Szlak przez Czerwoną Ławkę możliwy jest tylko od 15 czerwca do 31 października każdego roku!

Tatrzański Park Narodowy na Słowacji nie pobiera opłat za wstęp na teren parku!

Słowackie pogotowie górskie jest płatne, a więc przed wyjazdem w Słowackie góry koniecznie kup ubezpieczenie turystyczne!

 

Czerwona Ławka – wzdłuż potoku i wodospadów

Przygotowanie do trekkingu było porządne, w końcu naczytaliśmy się o wyżej wspomnianym już podobieństwie, a kilka dni wcześniej byliśmy na Orlej Perci i wiedzieliśmy z czym to się wiąże. Tak jak wtedy przygotowaliśmy się na bardzo wczesną pobudkę, syte śniadanie i zapakowanie na trasę całego przygotowanego wcześniej prowiantu – bo przecież może nie być miejsca na szlaku, aby cokolwiek przygotować. Dodatkowo zaopatrzyliśmy się w więcej wody, niż na Orlej, za to zabraliśmy dużo mniej rzeczy – w zasadzie tylko coś przeciwdeszczowego i aparat. Bagaże zredukowaliśmy do niezbędnego minimum i z samego rana ruszyliśmy na szlak.


Trekking zaczęliśmy w miejscowości Tatrzanska Lesna, pomiędzy Tatrzańską Łomnicą, a Wysokimi Tatrami skąd odchodzi żółty szlak. W zasadzie cała droga ciągnie się wzdłuż przepięknej, wielkiej rzeki, aż do rozwidlenia w okolicy Vodospady Studeneho potoka, gdzie krzyżują się chyba wszystkie możliwe kolory szlaków – o nie przepraszam, bez czarnego – żółty, czerwony, niebieski i zielony. Cały czas kierujemy się prosto i robimy chwilę przerwy przy jeszcze o tej godzinie zamkniętej chatce Nad Rainerovou Chatou. Historia chatki sięga 1863 roku i jest to najstarsza chatka w Tatrach Wysokich. Obecnie umożliwia zakup przekąsek, a wewnątrz najdziemy wystawę o historii tragarzy oraz stary sprzęt wspinaczkowy.

 

Pierwsze schronisko na szlaku – Zamkovskeho Chata

Dalej ruszamy szlakiem zielonym i czerwonym , które zaprowadzą nas do schroniska Zamkovskeho Chata, które leży na wysokości 1475m.n.p.m. Sami jesteśmy w szoku, że pokonaliśmy już 500 metrowe podejście, bo szlak jest naprawdę przyjemny. W okolicy tego miejsca widzimy pierwszego tego dnia tragarza. O ile w Polsce nie jest to (już??) praktykowane, o tyle do słowackich, tatrzańskich schronisk wiele towarów przynoszą tragarze. W schronisko po raz pierwszy widzimy większe grupy turystów, chociaż to i tak pryszcz, w  porównaniu z tłumami na szlakach po polskiej stronie.

Schronisko Teryho Chata – piękny szlak z Doliną Małej Zimnej Wody

Jemy drugie śniadanie i dalej kierujemy się szlakiem zielonym biegnącym przez przepiękną dolinę. Kolejnym celem jest bardzo znane schronisko Teryho Chata. Szlak jest cudowny, ciągle idziemy obok strumienia, w otulających drogę krzakach i choinkach, nad którymi po prawej i lewej stronie wznoszą się pionowe ściany. Pogoda jest kapryśna, ale bez deszczu, za to co robią ciemne chmury kłębiące się wśród szczytów jest bajeczne.

Docieramy do schroniska Teryho Chata, gdzie widzimy kolejnych tragarzy. Wnieść takie bagaże na wysokość ponad 2 tysięcy metrów, zaczynając w miasteczku leżącym na około 1000m.n.p.m. to spory wyczyn. Przy okazji trochę się podśmiechujemy, bo ludzie kiedy kupują plecaki spędzają całe tygodnie na szukaniu dobrego systemu nośnego, dopasowują ramiączka, pasy biodrowe, a Ci Panowie tragarze mają grabinę na plecach z dwoma paskami na ramiona plus karimatę opierającą się o plecy.

Wejście na żółty szlak do Czerwonej Ławki

Przy schronisku ponownie odpoczywamy i spacerujemy przy trzech jeziorach lezących zaraz obok. Patrzymy w aplikacji, czy nie zanosi się na burzę i upewniamy się, że inni turyści także wyruszają na ten szlak – przypomnę tylko, że nadal żyjemy w przekonaniu, że to druga Orla Perć.  Wchodzimy na zielono-żółty szlak, który przypominam – czynny jest tylko między 15 czerwca, a 31 października. Na pozostałą część roku jest zamykany, tak jak wiele innych tras na Słowacji, które wychodzą ponad schronisko. Jesteśmy tutaj 17 lipca, więc chcemy to wykorzystać i wybrać się na te popularne ścieżki po tej legendarnej drugiej stronie Tatr.

Niedaleko szlaki się rozwidlają, bo do Rozcestia pod Sedielkokm można dotrzeć tak jak my, ze Słowacji lub zielonym szlakiem ciągnącym się aż z polskiej Jaworzyny Tatrzańskiej. Kontynuujemy trekking szlakiem żółtym i powoli widzimy szlak biegnący ostro w górę ku Czerwonej Ławce. Docieramy pod dość pionową skałę opatrzoną wieloma łańcuchami.

Myślimy, że to początkowy etap jest jakiś prostszy, bo łańcuchy mogą faktycznie pomagać przy schodzeniu, ale na podejściu są w zasadzie zbędne. Widzimy, że wiele innych osób sobie nimi pomaga, chociaż patrząc jak ich buja, kiedy łapią łańcuch oburącz zastanawiamy się czy to faktycznie pomoc. Są tutaj wielkie stopnie i klemy, gdzie można złapać się rękoma i stać normalnie na nogach. Podchodząc do góry złapaliśmy się łańcucha łącznie może ze trzy razy, a już po chwili okazało się, że dotarliśmy na Priecne sedlo, czyli Czerwoną Ławkę.

Czerwona Ławka – rozczarowanie, czy nie?

Jesteśmy w lekkim szoku, bo patrząc na drugą stronę przesmyku, widzimy, że łańcuchów nie ma w ogóle, więc jakby to koniec? Chyba tak, szczerze jesteśmy odrobinę zdziwieni, bo gdzie ta Orla Perć? Nie wiem, ale nie chcę powiedzieć, że byliśmy rozczarowani, bo szlak jest piękny! Stoimy chwilę w tym wąskim przesmyku zanim zaczniemy schodzić w dół doliny pod drugiej stornie grani.


Kontynuujemy marsz żółtym szlakiem, aż do schroniska Zbojnicka Chata i ten etap trasy jest chyba najpiękniejszy. Co prawda zejście z Ławki nie należy do najprzyjemniejszych, bo początkowo jest strome i prowadzi przez sypkie kamienie, więc trzeba uważać. Na dwóch odcinkach jest krótki łańcuch i to w zasadzie tyle. Po chwili docieramy na rozległy teren i przez resztę czasu już spokojnym spacerem dochodzimy do schroniska.  Trekking Strzelecką Kotliną to świetna uczta dla oczu.

Ostatnie zejście ze schroniska Zbojnicka Chata

Ze schroniska Zbojnicka Chata idziemy już w dół szlakiem niebieskim i ponownie nie możemy się napatrzeć na pionowe ściany. To co nasz na tym szlaku niezwykle urzekło to ogromna przestrzeń Doliny Staroleśnej. Mamy wrażenie, że w Polskich Tatrach jest wszystko bardziej hmmm ściśnięte? A tutaj? Tutaj mamy po prostu ogrom widoków, przestrzeni, miejsca. Na tej trasie spotykamy Pana, który nas zaczepia i wspomina naszego Vana stojącego na parkingu przed wejściem na żółty szlak.

Okazuje się, że to teren TANAP-u czyli Parku Narodowego na Słowacji i kempingowanie tutaj jest zabronione. Przyznaje, że widział nas wczoraj i powinien dać mandat, ale nasze Vario wpadło mu w oko i postanowił nam na tą jedną noc odpuścić. Jednak bardzo prosił, abyśmy miejscówkę zmienili, bo już dziś będzie nam musiał mandat wysokości 60 euro wystawić. Bardzo mu dziękujemy i jeszcze chwilę rozmawiamy o górach, dzielimy się swoimi obserwacjami i śmiejemy, że 40 milionowa Polska ma małe Tatry, a 5 milionowa Słowacja wielkie Tatry. To prawda, dlatego nie ma tutaj ścisku i nawet w ciepły weekend jest iście kameralnie.

Teraz już zmotywowani do zmiany miejsca nocowania, choć wcale tego dnia tego nie planowaliśmy ruszamy w dół. Zejście idzie świetnie i doprawdy nie wiemy, kiedy podeszliśmy te 1600 metrów do góry i kiedy z tej wysokości zeszliśmy. Po dotarciu do rozwidlenia wybieramy szlak, którym przyszliśmy tu rano i jedynie ten odcinek żółtym szlakiem wzdłuż rzeki musimy przejść dwukrotnie.


Czerwona Ławka – gdzie zacząć

Ostatecznie powiem, że kierunek który wybraliśmy był lepszy. Idąc z Teryho Chatki mamy wejście po łańcuchach, a z drugiej strony schodzi się po dość sypkim podłożu, ale nie ma takiej tragedii. Co prawda, idąc ze Zbojnickiej Chatki podejście byłoby wygodniejsze, to schodzenie po łańcuchach zdecydowanie nie należałoby do najprzyjemniejszych. Dlatego jeśli macie możliwość wybierzecie kierunek:

Teryho Chatka > Czerwona Ławka > Zbojnicka Chatka

Czerwona Ławka – podsumowanie

Ogólnie szlak polecamy, bo jest PRZE-PIĘK-NY! I nie ważne, że nijak ma się do Orlej, bo i w sumie dlaczego miałby się mieć? Nie będę szukać na siłę dziwnego podobieństwa, bo ma pewnym odcinku ma łańcuchy. Wydaje mi się, że widoki z tego szlaku bronią się same na tyle, że nie trzeba szukać innych rekomendacji i porównywanie nie ma sensu.

Na szlaku kask może się przydać, jak wszędzie w wysokich górach. Uprzęży tutaj bym jednak nie brała, bo mi osobiście bardziej by przeszkadzała, niż byłaby potrzebna. Jednak to moje osobiste doświadczenie i opinia. Być może niejeden czułby się dużo pewniej, więc też nie będę jej odradzać.

Szlak między schroniskami jest długi bo ma 5 kilometrów, ale sam odcinek z łańcuchami czy stromym zejściem jest naprawdę krótki – nie ma nawet kilometra. Między schroniskami Teryho, a Zbojnicka Chata jest zaledwie 3 godziny drogi, więc jeśli chcecie jeść w schroniskach, to nawet nie musicie zabierać ze sobą wielkiego jedzenia. Wody przy szlaku także nie brakuje, więc zamiast 2-3 butelek 1,5 litowej wody lepiej zabrać butelkę z filtrem i dodatkowo na przykład jedną butelkę wody.

Mam wrażenie, albo żyłam w takiej bańce, w której dość mocno straszą nas Słowackimi Tatrami, a my już po przejściu jednego ze szlaków wiemy, że niepotrzebnie. Oczywiście Tatrzański Park Narodowy po stronie Słowackiej rządzi się swoimi prawami, takimi jak wspominane już zamykanie szlaków, na pewną cześć roku, wejście na wiele szczytów tylko drogami wspinaczkowymi z wykupiona usługa przewodnika. Jednak biorąc to pod uwagę podczas planowania można przeżyć tutaj świetny trekking i to zupełnie inny niż dotychczas.

 

Warto zobaczyć Tatry na Słowacji, dać się skusić na przejście granicy i zobaczyć po jest po tej legendarnej, drugiej stronie Tatr!

Maja R.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images