Nocleg na pustyni Erg Chebbi w Maroku i wędrówka z wielbłądami

To były piękne chwile, pierwsze zetknięcie ze złotym piaskiem, który mienił się wieloma innymi odcieniami w zależności od kąta padania promi...

To były piękne chwile, pierwsze zetknięcie ze złotym piaskiem, który mienił się wieloma innymi odcieniami w zależności od kąta padania promieni słonecznych. Pierwsze doświadczenie z pustynią i to od razu z największym jej obszarem na Świecie. Mowa oczywiście o piaskach Sahary, wędrówce w karawanie na jednogarbnych wielbłądach i noclegu w berberskiej wiosce na środku pustyni Erg Chebbi. Odkąd zakupiłam bilety do Maroko i przeczytałam o takiej opcji, od razu trafiła ona na listę moich marzeń. Przeczytasz tutaj jak zorganizować się na taki wyjazd i co można robić w Maroku - jednym z najpopularniejszych afrykańskich krajów, do którego (przynajmniej przed covidem) kierowali się rodacy.  W drogę.

Garść informacji o pustyniach

Jestem zwolennikiem układania sobie w głowie wszystkiego po kolei, więc zanim zabierzemy Was na piaszczyste wydmy Erg Chebbi muszę wyjaśnić kilka pojęć. Po pierwsze pustynia to wielki kawał terenu, bez zwartej roślinności, który jest skutkiem małej ilości opadów oraz wysokich temperatur. Inaczej mówiąc, jeśli więcej wody odparowuje niż spada z nieba to jest lub prawdopodobnie w przyszłości będzie to pustynia. Temat jest jednak obszerny, jak same pustynie i dodatkowo dzielimy pustynie według pewnych kryteriów.  I tak idąc tym tropem mamy cztery typy pustyni, podzielone ze względu na sposób ich powstania. Sahara, która znajduje się m.in. w Maroku jest pustynią zwrotnikową, czyli powstałą na obszarze wpływu klimatu zwrotnikowego. Innym sposobem dzielenia pustyni jest jej materiał budulcowy i tutaj wachlarz jest już większy, bo nie wszystkie pustynie są tymi piaszczystymi wydmami jakie mamy przed oczami. Ponownie skupiając się na Saharze, to według danych pustynia piaszczysta zajmuje zaledwie 1/9 całej Sahary, pozostały teren to już pustynia skalista.

Maroko - Sahara - Sahara Zachodnia

Sahara to strefa pustynna łącząca wiele pustyni na obszarze 9,4 miliona kilometrów kwadratowych i obejmująca granice 11 krajów Afryki, w tym Maroko. Jednak odpowiedzieć na pytanie: ile pustyni Sahary jest w Maroku nie jest wcale prosto. Mały przeskok do polityki, bo o nią się tutaj rozchodzi. Jak spojrzymy na mapę mamy tam Maroko, a na południu za przerywaną linią, która mogłaby być granicą, ale nie jest nią do końca mamy Saharę Zachodnią. Problem jest taki, że Maroko uważa, że Sahara Zachodnia jest ich częścią, ONZ twierdzi co innego i tak wielki spór trwa już lata. Dokładnie od kiedy w latach 70. Hiszpanie opuścili tereny swojej dawnej kolonii. To naprawdę długi temat, niemalże tak długi jak Wał Zachodniosaharyjski lub inaczej zwany mur marokański. Ma on oddzielać obszary przez Maroko uznawane za swoje od „wolnej strefy” i liczy ok 2500 kilometrów. W tym miejscu jeśli chcecie zagłębić się w temat odeślę Was do podcastu Działu Zagranicznego, który pochyla się nad tym tematem.

Ile Sahary jest w Maroku

Aby odpowiedzieć na to pytanie ja pozwolę sobie jednak te dwa kraje oddzielić. Maroko ma powierzchnię 446,5 tysięcy km2, z czego tereny pustynne to naprawdę niewielka część. Pustynny teren w Maroku obejmuje niewielki pas terenu na południu i południowym wschodzie kraju. Za to Sahara Zachodnia liczy 266 tysięcy km2 i w zasadzie to stuprocentowy teren pustynny. Z racji, że Sahary Zachodniej raczej nie odwiedzimy mamy do dyspozycji ten niewielki obszar w Maroku, ale! Marokańskie pustynie są piaszczyste, złote i ciągną się na tyle kilometrów, że robią ogromne wrażenie.

Erg Chebbi i Erg Chigaga

W kraju  mamy dwa znane ergi, czyli piaszczyste pustynie z lotnym piaskiem lub piaskami zamarłymi. Lecąc do Maroko stajemy przed wyborem Erg Chigaga czy Erg Chebbi. Postaram się napisać to jak najbardziej obiektywnie, bo informacje w internecie są co najmniej sprzeczne.

Erg Chigaga kojarzy się z miastem Zagora, ale miedzy tymi punktami jest około 100 kilometrów różnicy. To ten erg jest największy i najwyższy, także nie dajcie się okłamać. Jak możemy przeczytać, jest to teren bardziej wypłaszczony (wypłaszczony, ale najwyższy?) i bardziej kamienisty (w co wątpię). Na pytanie czy są mniej popularne, bo trudniej dostępne, czy też trudniej dostępne, bo mniej popularne nie odpowiem. Wycieczki można wykupić w Marrakeszu i na tę pustynię zajmują zazwyczaj dwa dni.

Erg Chebbi leży w okolicy miasta Merzouga i ciągnie się na 28km z wysokością wydm do 150 metrów (czyli dwa razy mniej i dwa razy niżej niż na Erg Chigaga). Jest to bardzo turystyczne miejsce i zdecydowanie częściej wybierane. Erg Chebbi reklamowana jest jako idealna piaszczysta pustynia z wieloma możliwościami zwiedzania. Można wybrać wielbłądy, samochody 4x4, quady, zjazdy na deskach a’la snowboard. Z Marrakeszu można wykupić taki trzydniowy wyjazd bez najmniejszego problemu. Tutaj kwitnie i dzieje się wielka turystyka. I my wylądowaliśmy właśnie tu.

Jak zaplanować wyjazd na marokańską pustynię

Tak jak wspominałam we wpisie o Jebel Toubkal obecnie nie można polecieć do Maroko bezpośrednio z Polski. W 2019 r. lecieliśmy z niemieckiego Memmingen do marokańskiego Fez za 31,99 euro za osobę w dwie strony z bagażem podręcznym liniami Ryanair. W kwietniu 2021 wjazd dla obywateli z Polski do Maroko jest zakazany, a w kraju mamy ograniczenia, jak np. godzina policyjna, zamknięcie kawiarni po 20:00 itp.

Chcąc odwiedzić marokańskie pustynie musimy liczyć się z daleką drogą, co nie jest minusem, bo uwierzcie, że po drodze jest co robić! Kwestia wyboru lotniska docelowego jest tutaj otwarta. Nadal lepiej wybrać lotnisko w Marrakeszu. Stąd do Erg Chigaga mamy 450km, a na Erg Chebbi 570km. Za to lądując z Fez, czekać Cię będzie 470km na Erg Chebbi i sporo więcej, bo 740km na Erg Chigaga.

Dojazd do bazy wypadowej i miasteczko Merzouga

Jak wspomniała wcześniej my wybraliśmy się na pustynię Erg Chebbi i od tego momentu informacje będą dotyczyły tylko tego miejsca, chociaż śmiem twierdzić, że na drugiej z ergów wygląda to podobnie. Możecie wykupić takie wycieczki zorganizowane w większym marokańskim mieście, kupić bilet na bus lub tak jak my, wypożyczyć samochód i kilka dni i pojechać do miejsca docelowego samodzielnie. Nasza droga z Fez do Merzouga trwałaby 7 godzin, gdyby nie fakt zatrzymywania się za każdym razem kiedy podnosiłam głosy zachwytu mijając każdą wioskę i miasteczko po drodze. Po odebraniu Bartka z lotniska na tę trasę zarezerwowaliśmy sobie bisko dwa dni. Dnia pierwszego pokonaliśmy część z tej 470 kilometrowej drogi i spaliśmy gdzieś po drodze na fotelach samochodu. Kolejnego dnia ruszyliśmy dalej zahaczając o kilka atrakcji, o których przeczytacie niebawem. Do miasta Merzouga docieramy w godzinach popołudniowych – idealnie by odpocząć i znaleźć Berbera, który zabierze nas na pustynię.

Merzouga, tutaj otwierają się bramy Sahary

Jeśli obawiasz się, że na miejscu nie znajdziesz przewodnika, który zaproponuje Ci wyjazd na nocleg na pustyni, to nie bój się. Tutaj Berberowie, tak jak przewodnicy w Imlil pod Jebel Toubkal już na Ciebie czekają. My mijamy pierwszego już pod znakiem drogowym wskazującym wjazd do miasteczka. Targujemy się, bo zaczerpnęliśmy nieco wiedzy w internetach ile taka przyjemność może kosztować. A jak to w Maroku bywa, może kosztować każdego inaczej. Nie powiem Wam dokładnie ile to kosztowało, bo doprawdy nie pamiętam. Sugerowaliśmy się cenami w internecie, a że w negocjacje byliśmy dobrze to faktycznie mogliśmy zapłacić te 300 dirhamów za osobę, czyli około 80€ za naszą trójkę. Chociaż naprawdę wydaje mi się, że zapłaciliśmy jednak mniej.

W Marko obowiązuje lokalna waluta – dirham marokański MAD
Obecnie kurs utrzymuje się na podobnym poziomie jak w marcu 2019r. 

 1zł = 2,35 MAD       1€ = 10,90 MAD

Ostatnie przygotowanie do noclegu na pustyni

Zanim ruszyliśmy na pustynie nasz berberski przewodnik nagrał jeszcze kilku innych turystów, namówił chłopaków na zakup ‘lokalnych’ chust idealnych na pustynną przygodę. W piaskowym domu nauczył nas owe chusty wiązać, przygotował dla nas marokańską herbatę i pozwolił skorzystać z prysznica. Przy okazji zrobiliśmy wywiad czego na pustyni możemy potrzebować. Zalecał zabrać oczywiście ciepłe ubrania, śpiwory i koce były dla nas naszykowane na miejscu. W planie była kolacja i śniadanie, więc o to także nie musieliśmy się martwić. W zasadzie zostaliśmy zaopiekowani na tyle, że wystarczyło zabrać tylko dobry nastrój, kurtkę i aparat. Resztę bagaży zostawiliśmy w samochodzie, ale bez problemu zdeponowałby niepotrzebne przedmioty u siebie.

Razem z wielbłądami wyruszamy na piaskową ścieżkę

Najczęściej wycieczki na pustynie zaczynają się w okolicy godziny 17:00. Kilkuosobowe grupy podchodzą do przyprowadzanych nam wielbłądów, a Berberzy pomagają nam je dosiąść, by zwierzę się nie przestraszyło, a człowiek nie spadł z emocji, kiedy ten podnosi się na cztery nogi. Nasz grupa liczyła osiem osób, w tym nasza trójka, trójka innych Polaków i jedno starsze małżeństwo. Kiedy cała ekipa jest już gotowa przewodnik staje na jej czele i zaczynamy powolną wędrówkę.


Według mojej wiedzy w Afryce żyją tylko wielbłądy jednogarbne, czyli dromadery i są one tylko zwierzętami hodowlanymi. Prawdopodobnie afrykańskie dromadery żyjące dziko już dawno wyginęły.  Znane nam wielbłądy dwugarbne to mieszkańcy  Azji, które żyją tam i na wolności, i jako zwierzęta hodowlane.



Jazda jest powolna, a na wielbłądzim grzbiecie strasznie buja, nie czuję jednak strachu. Powoli wychodzimy z terenów jeszcze lekko kamienistych na piękną, złotą, piaszczystą pustynie. Wydmy widać dopiero przed nami. Tutaj wiedzą jak zabrać o turystę i wiedzą też po co ci przyjeżdżają. W odpowiednich miejscach zatrzymują karawanę i robią zdjęcia. Bez problemu oddaję im aparat, aby uwiecznili te chwile na fotografii. Nie ma strachu! Pamiątkę będziesz mieć gwarantowaną.

 

Zachód słońca na pustyni Erg Chebbi

Po godzinie jazdy docieramy do punktu postojowego, nie mam pojęcia gdzie jesteśmy i jedyne jak mogę to określić, to po prostu środek pustyni. Berberzy świetnie poruszają się po tej okolicy i znają wszystkie najlepsze miejsca. Jest już godzina 18:00, a my schodzimy z wielbłądów na ziemie, by zaczekać na zachód słońca. Po raz pierwszy moje stopy dotykają takiego piasku, zapadam się z nim i przelewam przez palce. To mój pierwszy krok na Saharze i jest pięknie. Słońce lekko znika za horyzontem i oświetla pustynie pod takim kątem, że piasek jest już naprawdę złoty. Taki widok ciągnie się po sam horyzont, robimy zdjęcia i szybko wyciągamy rękawiczki z plecaka. Czuć już lekkie ochłodzenie.

W kierunku berberyjskiego obozowiska pośrodku niczego

Po zachodzie słońca ponownie dosiadamy wielbłądów. Czeka nas jeszcze godzinna jazda do berberyjskiego obozowiska, gdzie spędzimy noc. Na miejscu stoi kilka namiotów z łóżkami, w jednym jest coś na kształt toalety, a inny to pomieszczenie, gdzie zapraszają nas na kolacje. Uczta jest wyśmienita, bo jak dla mnie marokańskie jedzenie jest w ogóle przepyszne, a ich tradycyjny chleb to absolutne niebo. Jemy, pijemy herbatę i zapoznajemy się z drugą polską ekipą.


Jak minęła nam pierwsza noc spędzona na pustyni

Kiedy zastał nas całkowity mrok Berberzy rozpalają ognisko i przyciągnęli do nich wielkie bębny, rozsiadamy się dookoła, aby porozmawiać i wspólnie pośpiewać. Chociaż wyglądało to tak, że my na ich prośbę śpiewaliśmy po naszemu, po czym oni zaczynali grać i śpiewać po ichnemu. Jeden z chłopaków próbował nawet nauczyć grać Krzyśka i na moment wciągnęli go do swojej kapeli. Nie było widać gwiazd, bo niebo spowijały chmury. Noc była chłodna, ale nie zmarznęliśmy dzięki ciepłym ubraniom, które zabraliśmy do Maroko z myślą o Atlasie Wysokim i dzięki wyposażeniu dostępnym nam namiotów. O poranku budzę się jeszcze przed wschodem słońca. Nie powiem, aby tej nocy spała dobrze, chyba emocje były tak duże, że idąc spać jak najszybciej chciałam się już obudzić.

 

Wschód słońca nad piaskami Sahary

Specjalnie wcześnie odkopuje się z koców i wyskakuje z pryczy. Łapie puchówkę i wychodzę pospacerować po okolicy. Wielbłądy leżą i odpoczywają, one doskonale wiedzą, że za kilka godzin wyruszą w powrotną trasę. Niebo tym razem jest dużo czystsze i dodatkowo wisi na nim okrągły tego dnia księżyc. Na okolicznych wydmach poustawianych jest kilka stoliczków i foteli, rozsiadam się na jednym i czekam na słońce. Budzi się kolejny cudowny dzień.

Powrót do Merzouga i dalsze plany

Kiedy wszyscy wstają na nogi, nasi opiekunowie wołają nas na śniadanie. Jest już dużo skromniejsze niż kolacja, ale zjadamy wszystko ze smakiem popijając oczywiście herbatą tradycyjnie z liści mięty.  Czeka nas dłuższy powrót do bazy wypadowej w Merzouga. Wsiadamy po raz ostatni na wielbłądy i tym razem już bez postojów kierujemy się prosto do miasteczka. Na pustyni nie było nic oprócz prowizorycznej toalety, toteż nasz przewodnik ponownie oddaje nam łazienkę do dyspozycji. Jest już południe, kiedy jesteśmy gotowi ruszyć na dalsze eksplorowanie Maroko. Jednak nie możemy ruszyć z pustymi brzuchami, więc obieramy kierunek na restauracje i czekające już na nas tadżiny.

 

Czy było warto? Moje etyczne rozterki

Do teraz pamiętam ten dzień i wydaje mi się, że nie prędko zapomnę tej przygody. Było to jedno z moich wielkich marzeń, coś co chciałam przeżyć i zobaczyć. Dziś, nie będę Was okłamywać – czuję lekkie ukłucie w sercu. Kiedyś na pewno nie analizowałam tak wszystkiego jak obecnie i mam nieco mieszane uczucia, co do takich atrakcji. Co Wy o tym myślicie? Pialibyście się na taki wypad i jeśli tak to tak? Wielbłąd, samochód, quad, rower?



Dajcie znać w komentarzu, co o tym myślicie.

Czekam na Was – Maja R.


 

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images