Książki Miesiąca - przeczytane w melancholijnym marcu 2021

    „ Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie ”     Nikołaj Gogo l      Cześć! Witam Cię w moje...

 

 Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie” 

   Nikołaj Gogol   

 

Cześć! Witam Cię w mojej serii wpisów Książki Miesiąca

Będą tutaj pozycje, które udało mi się przeczytać w każdym miesiącu 2021 roku. Uważam, że czytanie książek, bardzo nas rozwija i to na wielu polach. Pozwala spojrzeć szerzej na świat, poznać nowe perspektywy, zobaczyć pewne problemy i oczywiście świetnie działa na wyobraźnię. Dlatego, nie czekaj tylko łap za książki i pozwól sobie odkryć nowe światy. Forma Książek Miesiąca będzie prosta – krótkie miesięczne podsumowanie, opis każdej książki, moja subiektywna opinia i ocena użytkowników portalu www.lubimyczytac.pl. Książki to podróże i tutaj nie ma dyskusji. Zaczynamy!

Nie wiem, czy to zrządzenie losu, przypadek, siła przyciągania – cokolwiek zadziałało lub nie zadziałało, - odnoszę wrażenie, że pozycje czytane w marcu nie były przypadkowe. W zasadzie każda z kolejnych książek, z wyjątkiem jednej, idealnie wpasowywała się w mój nastrój. A może też mój nastrój utrwalał się przy tych książkach? Tak czy owak, marzec minął mi pod znakiem książek lekko przygnębiających, co może dziwić, bo przecież wiosna, bo słońce, kwiaty, trawa, śpiew ptaków i bzyczenie muchy. Jednak marzec nie był wybitny, raczej dobitny. Dobitnie wbijał w ziemie, jak książki o których już Wam mówię. Było ich łącznie 7, tylko jedna była z działu nauk społecznych, motywacyjna i rozwojowa, jedna to literatura faktu, a pozostałe to powieści i literatura piękna


„Reset - świat na nowo” Karolina Korwin-Piotrowska

Czy to już koniec? A może nowy początek?

Dobrze już było. Teraz będzie reset!

Pandemia, lęk, bankructwo, cisza, paraliż, fake news, bunt. Tak większość z nas zapamięta 2020 r. Świat wstrzymał oddech i zastygł w niepewności. A koronawirus, który był sprawcą tego zatrzymania, zmusił nas do zastanowienia się nad życiem. Czy świata w nim nie było za dużo, odwołując się do Olgi Tokarczuk? Być może zbytnio namnożyliśmy go w pogoni za pieniędzmi i wrażeniami.

Co jest dla nas tak naprawdę ważne? Na czym się skupiamy? Kogo słuchamy? Po prostu, dokąd zmierzamy?

Karolina Korwin Piotrowska zaprosiła do rozmowy dziennikarzy i artystów, znawców kultury i ludzkiej duszy, analityków i inżynierów przyszłości, a także tych, którzy na co dzień ratują nasze życie. Magdalena Boczarska, Tomasz Sekielski, Natalia Kukulska, Michał Rusinek, Sylwia Chutnik, Janek Świtała, Olga Chajdas, Michał Nogaś, Jagoda Szelc, Anna Pięta, Michał Zaczyński, Magdalena Górka, Natalia Hatalska, Stefan Batory, Natalia de Barbaro, Natasza Kosakowska-Berezecka

Świat potrzebuje nowego początku. Tylko jak on będzie wyglądał? Chciałam zadać wiele prostych pytań, uważnie słuchać znacznie mądrzejszych i bardziej doświadczonych, chciałam porozmawiać o tym, co nadchodzi. O tym, jacy z tego, co nas spotkało wyszliśmy, co nas czeka, co zmieni się w życiu naszym i kolejnych pokoleń, i czy to będzie zmiana na lepsze.

* * * 

Zaczęłam ją jeszcze w lutym, ale że skończyłam w marcu. Książka nie jest taka krótka, bo ma ponad 400 stron, jednak dzięki swojej formie, tj. kilkunastu wywiadów czyta się ją szybciutko. To pierwszy powód dzięki któremu przeczytałam ją w całości. Lubię kończy zaczęte książki, chociaż nie ma się co zmuszać i czasami zdarza mi się jakąś wybraną pozycję odłożyć niedokończoną. O Resecie powiem tak, do samego końca liczyłam na jakiś przewrót, który no niestety nie nastąpił. Nie żałuję jednak doczytania tej książki. Dwie godziny więcej nad książką nie ujmuje mi tak wiele, a przynajmniej poznałam ją od A do Z. Reset To seria wywiadów z kilkoma znanymi nazwiskami na gorący temat pandemii, życia z koronawirusem, w jego sąsiedztwie, z taką, a nie inną codziennością. Wiele pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Książka do pewnego stopnia bardzo ciekawa i nie powiem, jednak otwierająca inne horyzonty. Pozwoliła mi zajrzeć w kilka nieznanych dotąd światów. Po prostu wejść na tereny, o których wcale nie myślałam. Nie przeszkadzało mi nawet zadawanie bardzo podobnych pytań wszystkim rozmówcom. Wręcz przeciwnie - uważałam to za plus, kiedy mogłam poznać odpowiedzi na te same pytania udzielane przez inne osoby. Jednak już za połową zaczęło to męczyć, dlatego że te odpowiedzi wcale nie było od siebie tak różne. W pewnym momencie zaczęło mi to już doskwierać, ten sam front, podobne myśli ubrane w inne słowa.  Być może, gdyby książka kończyła się na stronie trzy setnej to też nic by się nie stało. Co nie znaczy, ze te ostatnie wywiady były gorsze, po prostu ponad 400 stron tego samego frontu, było już trochę jak flaki z olejem. Wielu gości, a punkt widzenia jednak bardzo podobny – ale może taki właśnie był zamysł? Ostatecznie naprawdę nie oceniam tej książki źle i jestem zadowolona, że tak szybko, bo raptem dwa miesiące po premierze wpadła w moje ręce. Dodatkowe tematy do rozmów i inne spojrzenie. Kończąc - ja do lektury zachęcam. Ps. Poniższa ocena czytelników chyba aż nazbyt surowa.

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              6,5/10

 

„Szklany Klosz” Sylwia Plath

Szokująca, realistyczna i niezwykle emocjonalna powieść o kobiecie wpadającej w paszczę szaleństwa.

Esther jest wyjątkowo inteligentna, piękna, utalentowana, jednak powoli jej świat się rozpada – i być może nie ma już dla niej ratunku. Kiedy ma dziewiętnaście lat, przyjeżdża do Nowego Jorku – miasta spełnienia, szczęścia, zabawy, kariery – na miesięczny staż w redakcji miesięcznika dla dziewcząt. Ma poznać miasto, spędzić miło czas. Esther nie potrafi się jednak odnaleźć. Nie ma ochoty na nocne zabawy, nie umie znaleźć odpowiedniego towarzystwa, jest zniechęcona. Odkrywa, że dobre oceny, które zawsze zdobywała w szkole, tutaj nie mają znaczenia. Esther nie umie zdecydować, na czym jej zależy, co ją interesuje, czy w ogóle istnieje taka rzecz. Nie czuje się taka jak inne dziewczyny – śliczne, uśmiechnięte i zadowolone z życia. Przychodzi załamanie…

Sylvia Plath, w swojej kanonicznej powieści, brawurowo wciąga czytelników w chorobę Esther, a jej załamanie nerwowe jest przedstawione w tak wiarygodny sposób, że wydaje się racjonalne. Szklany klosz to podróż do najmroczniejszych i najbardziej przerażających zakamarków ludzkiej psychiki. Powieść ukazała się pod pseudonimem Victoria Lucas w Wielkiej Brytanii w styczniu 1963 roku. Niecały miesiąc później Sylvia Plath popełniła samobójstwo.


* * * 

Książka trafiła na półkę Legimi w dniu 23 lutego, czyli w Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją, jako jedna z polecanych pozycji traktująca o tej chorobie. Kiedy sięgałam po nią w marcu całkowicie zapomniałam jak się tam znalazła, zwyczajnie zdjęłam ją z tej mojej wirtualnej półki i otworzyłam nie zerkając nawet na tylną okładkę. Chciałam się zaskoczyć. Odczucia podczas czytania miałam dwojakie. Momentami bardzo wciągająca, z dokładnymi opisami, taka chwytająca za czubek głowy i wciskająca pod wodę. Czasami się tak tonęło razem z bohaterką w tym świecie i tylko człowiek miał jeszcze nadzieję. Że być może, żeby tak chociaż ostatni centymetr ciała wystawał jeszcze ponad taflę. By móc się jeszcze złapać jakiejś ostatniej tratwy lub by ktokolwiek nas wyciągnął za rękę. Były znów inne momenty, takie przeciągnięte, bez polotu, bez szału, takie że człowiek tylko czytał i czekał aż znów coś się zacznie. I najpierw uznałam to za pewien minus. Zwyczajnie za taką nierówność, ale teraz kiedy o tym myślę widzę to inaczej. Człowiek tak toczy się z bohaterką przez całą książkę i wczytuje się w jej życie, myśli i uczucia. Czasami szybciej zabije serca, a po chwili znów trafiamy w pustkę. Ostatecznie toczymy się razem z bohaterką po takiej równi pochyłej, z nielicznymi przebłyskami, coraz niżej i już się nie dziwię, że tę właśnie książkę warto przeczytać. Po lekturze doczytuję jeszcze, że autorka wydała ją pod pseudonimem, a po miesiącu popełniła samobójstwo stąd często mówi się o niej w kontekście powieści autobiograficznej. Książka jest inna niż te, które zazwyczaj czytam, ale otwiera mnie na nowe i być może jeszcze wrócę do Sylvi Plath.

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              7,6/10


„Esencjalista. Mniej ale lepiej” Greg McKeown

W byciu esencjalistą nie chodzi o to, żeby robić więcej w krótszym czasie, lecz o to, żeby robić tylko właściwe rzeczy.
• Czy kiedykolwiek miałeś wrażenie, że rozmieniasz się na drobne?
• Czy czujesz się przepracowany i jednocześnie mało użyteczny?
• Czy często jesteś zajęty, ale nie produktywny?
• Czy czujesz się tak, jakby inni ludzie nieustannie kradli twój czas?
Jeżeli odpowiedziałeś twierdząco na którekolwiek z powyższych pytań, do wolności doprowadzi cię droga esencjalizmu. Esencjalizm to coś więcej niż strategia zarządzania czasem albo technika zwiększania produktywności. Polega na systematycznym i metodycznym rozpoznawaniu rzeczy, które są dla nas najważniejsze, oraz na eliminowaniu wszystkiego innego, abyśmy mogli jak najlepiej zająć się sprawami najistotniejszymi. Zmuszając nas do stosowania ostrzejszych kryteriów uznawania różnych spraw za istotne, esencjalizm pozwala odzyskać kontrolę nad dokonywanymi wyborami dotyczącymi sposobu zagospodarowania naszego cennego czasu i energii. Nie musisz milcząco zgadzać się, żeby to inni wybierali za ciebie. Stanie się esencjalistą nie jest po prostu kolejną pozycją na naszej liście spraw do załatwienia, wiąże się bowiem z przyjęciem zupełnie nowego sposobu robienia wszystkiego. Chodzi o to, żeby robić mniej, ale lepiej, i to w każdej dziedzinie życia. Esencjalizm to filozofia życia, której czas właśnie nadszedł.
Greg McKeown pisze, naucza i wygłasza wykłady na całym świecie, przekazując ludziom wiedzę na temat znaczenia esencjalizmu w życiu i w biznesie. Był zapraszany przez takie firmy jak Apple, Google, Facebook, LinkedIn, Salesforce.com, Symantec i Twitter. Należy do najpopularniejszych blogerów w serwisie „Harvard Business Review” oraz znajduje się na liście wpływowych ludzi (Influencers) serwisu LinkedIn.

* * * 

Ta książka i jej ostateczna ocena były dla mnie ryzykowne, z doświadczenia bowiem wiem, że ja książki takiego gatunku albo pokocham, albo będę przewracała oczami na samą wzmiankę o niej. Strasznie lubię czytać o człowieku, jego naturze, zrachowaniach, decyzjach i psychice - te zazwyczaj oceniam bardzo wysoko, raczej mi się podobają. Jeśli chodzi jednak o człowieka w kontekście motywacji i tych haseł: możesz wszystko, wystarczy tylko, dasz radę, urodziłeś się by być zwycięzcom to... NA to spuszczę zasłonę milczenia, rzadko trafia to mnie na 'amerykańska motywacja'. Tutaj leci za to dobra opinia, bo książka mówi co prawda, o tym jak człowiek może żyć wybierając zgodnie z ideom esencjalizmu. Ani przez sekundę nie czułam się naciskana przez autora, on zwyczajnie opowiadał o tym c robi, jak działa i czego naucza. Dla mnie to ważne, aby nie być takim przypartym do muru przez obrońcę jakieś idei, a tutaj było to lekkie i podparte mnóstwem przykładów. Dodatkowo tabeli, które zbiorczo podsumowują esencjalizm w różnych kontekstach. Świetna książka, która pokazała mi jak idea esencjalizmu w wielu aspektach jest mi bliska, a na ilu polach wymagałaby jeszcze ogromnej pracy. Mniej ale lepiej, skupianie się na jednym elemencie, nierozpraszanie uwagi, głęboka i uważna praca, umiejętność i korzyści z odmawiania - tak kochani - asertywność! O tym wszystkim autor traktuje w książce, do której ja jeszcze wrócę, a dlaczego? Odpowiedź na końcu artykułu. 

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              7,3/10


„Rok 1984” Geroge Orwell

Wielki brat patrzy – to właśnie napisy tej treści, w antyutopii Orwella krzyczące z plakatów rozlepionych po całym Londynie, natchnęły twórców telewizyjnego show „Big Brother”. Czyżby wraz z upadkiem komunizmu wielka, oskarżycielska powieść straciła swoją rację bytu, stając się zaledwie inspiracją programu rozrywkowego? Nie. Bo ukazuje świat, który zawsze może powrócić. Świat pustych sklepów, permanentnej wojny, jednej wiary. 
Klaustrofobiczny świat Wielkiego Brata, w którym każda sekunda ludzkiego życia znajduje się pod kontrolą, a dominującym uczuciem jest strach. Świat, w którym ludzie czują się bezradni i samotni, miłość uchodzi za zbrodnię, a takie pojęcie jak „wolność” i „sprawiedliwość” nie istnieją. Na świecie są miejsca, gdzie ten stan wciąż trwa. I zawsze znajdą się „cudotwórcy” gotowi obiecywać stworzenie nowego ładu, który od wizji Orwella dzieli tylko krok. Niestety, piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami…

* * * 

Znany klasyk, a przynajmniej znanym być powinien. Czytałam go po raz pierwszy i nie wiem czego się spodziewałam, ale chyba nie tego. Chyba nie spodziewałam się, że ona totalnie obedrze mnie z nadziei. A dokładnie to zrobiła, nie pozostawiając żadnych złudzeń, żadnego cienia. Ciężko opisać moje emocje po jej przeczytaniu nie zdradzając Wam fabuły. Nie chcę powiedzieć w jakim kierunku ona poszła, więc tylko nakreślę o czym jest początek. Akcja dzieje się w Londynie rządzonym przez totalitarną Partię, nad całością czuwa zaś Wielki Brat. Śledzimy losy głównego bohatera, który nie najlepiej odnajduje się w tym inwigilowanym świecie, dążącym do ujednolicenia ludzi, myśli, emocji. Przechodzimy przez trzy części, gdzie każda zaskakuje mnie coraz bardziej. Nasz bohater poznaje pewną kobietę, później nawiązuje jeszcze jedną ważną relację. Czytałam z wypiekami na twarzy i nadzieją, myślałam że skręci to w innym kierunku. Kończę, naprawdę kończę, bo nie chcę nikomu spoilerować. Przeczytajcie koniecznie, chociaż może być przygnębiająca i jak wspomniałam zdmuchnęła ostatnie okruszki nadziei, zasłoniła ostatni promień słońca, a kiedy przewróciłam ostatnią stronę spojrzałam przed siebie i opuściłam ręce. Książka opisuje ogromny problem, pokazując nam inny świat, który mocno wstrząśnie każdym czytelnikiem. Świetna, przygnębiająca, szokująca, zaskakująca, ponadczasowa i jeszcze raz świetna.

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              8,5/10


„Pestki” Anna Ciarkowska

Intymne zapiski o uwikłaniu w powinności i konieczności, o tym, co trzeba i co należy. Opowiadania układają się w historię o dziewczynie, która wtłoczona w świat utkany ze słów matki, babci, koleżanek, nauczycielek, chłopaków, kochanków, partnerów, pełen konwenansów i zasad zaczyna kawałek po kawałku tracić swoje życie. To ślady jej próby odnalezienia się w rzeczywistości, której sztywne ramy nie znoszą sprzeciwu, inności i wrażliwości. 
Codzienność składa się z gestów i słów. Czasem zostawiają one w nas mikrourazy, drobne skaleczenia, które nie chcą się goić i układają się w kolejne warstwy smutku. Czy poczucie osamotnienia jest ceną za nadwrażliwość na świat?

* * * 

Jedna, jedyna książka, którą od długiego czasu przeczytałam w wersji papierowej. Nie wiem dlaczego, ale trzymanie jej w dłoniach pozwoliło mi odczuć ją jeszcze lepiej. Książka ma nieco ponad 230 stron, a często te strony to kilka-kilkanaście zdań, więc teoretycznie każdy mógłby przeczytać ją w jeden dzień. Nie zalecam, za to apeluję: rozbijcie to sobie w czasie. I tak przeczytałam ją w cztery dni – jeden rozdział, jeden dzień. Czytałam bardzo powoli, dokładnie, zatrzymując się w zasadzie na każdej stronie. Podnosiłam wzrok i zagłębiałam w myślach. Ten zbiór słów, zdań, które każdy, absolutnie KAŻDY słyszał w życiu co najmniej raz. Jak czytamy na początku „Wyobraź sobie, że każde słowo ma swój ciężar. Ile waży to, co do mnie dziś powiedzieliście?” Można się naprawdę otrząsnąć jak nasze złote rady, nasze poglądy czy nasze przekonania wpływają na innych. Mówimy dużo, często bezrefleksyjnie, często z dobrymi intencjami, jednak.. Tym bardziej chyba każdy powinien tę książkę przeczytać, aby ją przetrawić na co najmniej dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, kim jestem kiedy ja sam, być może nawet nieświadomie, a czasami bardzo mocno świadomie wypowiadam słowa. Z drugiej, kim jestem kiedy je odbieram, jak je odbieram, co się ze mną dzieje. Już na InstaStory wspomniałam, że książką wywróciła mnie na drugą stronę, zabrała mi słowa i chyba nadal nie stanęłam na nogi. Mam ją w pamięci do teraz i będę ją miała jeszcze długo i długo. Cieszę się, że mam ją na papierze i już zawsze będzie ze mną. 

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              7,6/10


„Wierzyliśmy jak nikt” Rebecca Makkai

Epicka powieść o przyjaźni i odkupieniu w obliczu tragedii, finalistka nagrody Pulitzera oraz National Book Award, a przy tym jedna z najważniejszych książek ostatnich lat wg „New York Timesa”, „The Washington Post” i „Entertainment Weekly”.W 1985 roku młody Yale Tishman, dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki, zamierza namieszać w środowisku amerykańskiej bohemy, wprowadzając na wystawę zbiór nadzwyczaj udanych obrazów z lat 20. Jego kariera zdaje się kwitnąć, ale wokół AIDS zbiera okrutne żniwo – przyjaciele Yale’a jeden po drugim umierają i wkrótce zostaje on niemal zupełnie sam. Trzydzieści lat później Fiona, przyjaciółka Yale'a, próbuje odnaleźć w Paryżu swoją zaginioną córkę. Zatrzymuje się na pewien czas u starego przyjaciela, znanego fotografa, który przed laty uwiecznił chicagowską epidemię. Z czasem kobieta zdaje sobie sprawę, w jak wielkim stopniu wydarzenia sprzed lat mogą ukształtować nas samych i nasze relacje z najbliższymi. Losy Yale'a i Fiony przeplatają się na przestrzeni lat, zabierając tym samym czytelników w rozdzierającą podróż przez lata osiemdziesiąte aż po chaos czasów współczesnych. 


* * * 

Książka na którą natrafiłam na którymś z książkowych kanałów na YT i od razu dodałam na moją półeczkę w Legimi. Nie czekała długo aż po nią sięgnę, chociaż zatrzymała mnie na moment, bo czytałam ją wolno i uważnie. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach, mamy Chicago w latach 80tych oraz Paryż i rok 2015. Jak dla mnie książka porusza prawdziwy ogrom tematów opartych na epidemii AIDS w latach osiemdziesiątych. Mimo że książka do najkrótszych nie należy, to w zasadzie przez te ponad 600 stron dzieje się tyle, że nikt nie jest w stanie zastać się w czytaniu. Przyjaźń, miłość, wsparcie, samotność, zdrada, wierność,  zapomnienie, wytrwałość, strach, wiara, cierpienie, sztuka, zabawa i śmierć – piękna* i wzruszająca. Poza tym, pierwsza którą czytałam i traktowała o relacjach męsko-męskich, jeśli mogę to tak ująć, co jeszcze mocniej ciągnęło mnie do zakończenia i poznania finału. *Piękna – od razu przychodzi mi do głowy zdanie z tejże książki: „Ach, jakie to piękne, tragiczna miłość! Jak pięknie siebie porzucamy, jakież to naturalne! I te cudowne wojny, w których umieramy, poezja choroby! (…) Byliście jak Romeo i Julia! Romeo i Julia umarli, wyrzygując własne flaki. Tristan i Izolda, czterdzieści kilogramów i zero włosów. Jakie to piękne (…)”. Więc może słowo ‘piękna’ nie jest najtrafniejszym określeniem ale tak – zachęcam, czytajcie.

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              7,8/10


„Gambit Królowej” Walter Tevisai

W wieku ośmiu lat Beth Harmon trafia do sierocińca. Tam wkrótce odkrywa swoje dwie największe miłości: grę w szachy i środki odurzające. Szachów uczy się w piwnicy, pod okiem gburowatego woźnego, który szybko poznaje się na jej niezwykłym talencie. Małe zielone pigułki są podawane jej i innym maluchom, żeby w domu dziecka łatwiej było utrzymać spokój. Obie obsesje będą towarzyszyć Beth, kiedy opuści dom dziecka, przeniesie się do rodziny adopcyjnej i spróbuje zbudować dla siebie nowe życie. Wspinając się na szczyty amerykańskich, a potem światowych rankingów szachowych, będzie się równocześnie mierzyć z własnym pragnieniem samozniszczenia.

Gambit królowej” to przepiękna książka o samotności i przyjaźni, rywalizacji i współpracy, zagubieniu i poszukiwaniu sensu życia. 


* * * 

Ostatnia książka była dla mnie zaskoczeniem, a to dlatego, że nie do końca planowałam ją w ogóle przeczytać w marcu. Wzięłam ją z półki bodajże 29 marca i dwa dni później bez tchu łykałam ostatnie strony. Zacznę od tego, że wielu z Was może znać ten tytuł z netflixowej produkcji. Kilkuodcinkowy serial jest ponoć nieziemsko dobry, z opinii które usłyszałam i relacji oglądających najczęściej do pochłonięcia w jeden-dwa dni. Gdyby nie serialowa okładka to nie wiedziałabym, że książka traktuje o szachach, więc możecie się domyślić jaką mam na ten temat wiedzę. Jednak jeśli myślisz, że szachy są nudne, a co dopiero opis rozgrywanej partii to mógłbyś się mocno zdziwić. Tak naprawdę szachy są tutaj jedynie tłem, być może dlatego nie odrywałam się od czytnika, nosiłam go w kieszeni i w każdym momencie byłam wstanie go otworzyć, byle tylko poznać dalsze losy bohaterki. Piękna historia, mnóstwo emocji, trzymająca w napięciu, odkrywająca przed nami losy najpierw dziewczynki i dalej – nastolatki i młodej kobiety. Zakończenie do końca pozostawało dla mnie zagadką. Myślę, że można ją polecić każdemu, bo nawet szachową nogę może wciągnąć bez reszty. 

Ocena czytelników www.lubimyczytac.pl              7,6/10



To były świetne Książki Marca. Ostatnio rzadko wybieram coś, co mnie rozczarowuje. Ostatecznie, mimo że te pozycje nie należały do takich poprawiających nastrój, to żadnej nie żałuję. Trochę mi szkoda tego Esencjalisty, że trafił pomiędzy książki, które wzbudzały u mnie  takie emocje. Myślę, że mogłabym z niej wyciągnąć dla siebie dużo więcej, więc chyba wróci ona ponownie na listę do przeczytania w lepszym dla mnie okresie.

Maja R.


* * * 

Wszystkie opisy książek, znajdujące się pod tytułem i autorem pozycji pochodzą ze strony www.legimi.pl lub bezpośrednio z okładki książki. Średnie oceny książek w skali od 1 do 10 są przytoczone ze strony www.lubimyczytac.pl zgodnie ze stanem informacji na dzień 9.04.2021 r.

To może Ci się spodobać

0 Komentarze

Flickr Images