17.3.21

Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu - pożegnanie

30 marca 2019 roku swoją działalność rozpoczęło Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu, data nieprzypadkowa bowiem to 120 rocznica założenia Radomskiego Towarzystwa Cyklistów. Otwarcie stacjonarnego muzeum było jakoby kontynuacją „Mobilnego Muzeum Rowerów”, które ruszyło w 2017 roku jako realizacja projektu Budżetu Obywatelskiego (swoją drogą ciekawy ten Radomski Budżet Obywatelski – to ten sam projekt, dzięki któremu w mieście stoją pomniki radomskiego przemysłu). Działalność muzeum podlega Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, a w jego siedzibie na ulicy M. Curie-Skłodowskiej 4 spotkać można za to Pana Łukasza Wykrotę. Nie trudno policzyć, że 30 marca przypadnie druga rocznica działalności – niestety nie przypadnie. Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu, wręcz unikatowe w skali całego kraju, świetnie prowadzone przez ludzi pełnych pasji, z fantastycznymi zbiorami zostało zamknięte w ostatnią niedzielę, 14 marca 2021 roku.

Niestety swej drugiej rocznicy muzeum nie doczekało – A SZKODA. Powód? O dziwo nie jest nim koronawirus. Według wyjaśnień skończyła się umowa, a nie doszło do porozumienia między prowadzącymi to miejsce, a władzami MOSiR-u i miasta Radomia związanego ze zmianami formy muzeum. Nie będę tutaj wdawała się w ocenę, bo nie mam do tego żadnych kompetencji. Nie wiem na jakiej zasadzie ustalane są budżety miasta, jak to jest, że miasto stać na utrzymanie wielu instytucji, które zysków nie przynosi. Zresztą nie wszystko w mieście musi zarabiać, a przecież jest potrzebne. Prosty przykład – biblioteki – no chyba, że się mylę, ale nie wydaje mi się aby miejska biblioteka przynosiła zyski. A jest potrzebna! Na Boga biblioteka jest potrzebna i w mojej opinii to muzeum też miastu Radom jest potrzebne. Dlaczego, dlaczego szkoda, że tamie miejsce znika z mapy miasta? Jestem z Krzyśkiem, który stąd pochodzi 10 lat. Kilka razy odwiedzałam już Radom, a obecnie można powiedzieć, że nawet tutaj pomieszkujemy i nie ma tutaj, oprócz tych pomników, o których już pisałam i tego muzeum zbyt wiele do oglądania. No może jeszcze Muzeum Wsi Radomskiej, ale tamte dwie atrakcje to unikaty, a muzeum wsi jest którymś takim miejscem w Polsce, więc być może nikt tutaj specjalnie dla niego nie przyjedzie. Po prostu myślę, że każde miasto ma jakiś budżet na takie miejsca i strasznie mi przykro, że akurat dla tego muzeum nie znalazło się w nim miejsce.

Planowałam napisanie wpisu o Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu już dawno, jednak nie myślałam, żeby ukazał się dziś, a już na pewno nie w takich okolicznościach. Nie mogą Wam powiedzieć – koniecznie musicie to miejsce odwiedzić – bo nie ma na ten moment takiej możliwości. Jednak artykuł piszę mimo wszystko, a nawet tym bardziej. Po pierwsze, bo uważam, że warto o tym miejscu pamiętać. Coś się kończy, coś się zaczyna. W niedziele muzeum jakie ja poznałam się skończyło, jednak wierzę, że idea nie umiera. Dlatego właśnie podejrzewam, że o radomskich rowerach jeszcze usłyszymy, toteż warto mieć rozeznanie w temacie. Po trzecie, trochę refleksyjnie, ale może powinniśmy się czasami rozejrzeć po swojej okolicy i zwrócić uwagę na to co nas otacza. Może mamy swoje ulubione miejsca w swoim mieście, na które nie zwracamy takiej uwagi, bo po prostu są. Zadanie domowe: pomyśl co ciekawego lubisz w swojej okolicy, co mocno by Cię zasmuciło, gdyby nagle zostało zamknięte. Dobra, to słabe, obecnie wiele miejsc jest zamkniętych! Szlag, właśnie uświadomiłam sobie jak uwielbiałam ostrzeszowską kawiarnię „Filiżanka”, której niestety po zamknięciu w czasie pierwszego lockdownu już nie otwarto.

Wracam do Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu

Miejsce samo w sobie niewielkie, bo niczym mieszkanie w kamienicy. Wchodzisz i kupujesz bilet: 4zł/osoba dorosła lub 2zł/bilet ulgowy lub grupowy. Dodatkowo za całe 5 zł można dokupić usługę przodownika i było to jedno z lepiej wydanych 5 złotych w 2020 roku. Wewnątrz eksponaty, w dużej mierze członków Radomskiego Stowarzyszenia Retrocyklistów SPRĘŻYŚCI, ale także osób prywatnych, kolekcjonerów, pasjonatów no i te zakupione w ramach realizowanego w 2017 roku Budżetu Obywatelskiego. Wystawa „90 lat rowerów Łucznik i nie tylko” już zapowiada nam czego poniekąd możemy się spodziewać. Łucznik to ogromna fabryka, z której na pewno Radom jest znany. Produkowała nie tylko broń, nie tylko maszyny do szycia, ale też rowery. Wyobraźcie sobie, że Łucznik masowo produkował rowery już w roku 1930. Nie były to tylko rowery dla Kowalskich, ale też wytrzymałe modele dla Wojska Polskiego i sportowe dla kolarzy. To nie może dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że historia radomskiego kolarstwa datuje się na lata pierwszej połowy XIX wieku. Nie zabraknie też PRL-owskich perełek. My już jesteśmy na maxa wszystkiego ciekawi – ruszamy.

W pierwszym pomieszczeniu cofamy się w czasie do stylizowanego na lata trzydzieste mieszkania małżeństwa Kłosowiczów. Poznajemy historię Stanisława Kłosowicza i jego żony, Wandy. Pani Wanda była pierwszą Miss Radomia w 1932 roku. Pan Stanisław to za to postać znana w kolarskim świecie, bo był jednym z najważniejszych polskich kolarzy przedwojennych. Możemy przyjrzeć się szosie, na jakiej startował zawodnik, pooglądać zdobywane medale, puchary i dyplomy, stoi też starodawny rowerek dziecięcy, trzykołowy firmy Urbański Radom. Na ścianach wiszą za to oryginalne zdjęcia, a na stole listy.

Stanisław Kłosowicz – urodzony w 1906 roku. Wybitny kolarz, trzykrotny zwycięzca Nieoficjalnych Mistrzostw Polski na trasie Kraków-Zakopane, później triumfował na Wyścigu Dookoła Polski oraz Wyścigu do Morza Polskiego. W roku 1928 startował na Olimpiadzie w Amsterdamie, a w 1932 na Mistrzostwach Świata w Rzymie. Od 1932  roku przeniósł się do Radomia, gdzie został trenerem Klubu Kolarzy i Motorzystów ‘Broń”. Trzy lata później ożenił się ze wspomniana Wandą. Niestety w roku 1943 został wysłany przez wojska niemieckie jako świadek do Katynia. Później, w 1945 aresztowany przez NKWD i wysłany na roboty w głąb Rosji. Wraca dwa lata później i od razu trafia na radar komunistów, którzy – chyba nikt nie ma wątpliwości – maczają palce w jego tragicznej śmierci w 1955 roku, oczywiście okoliczności nie zostały wyjaśnione.

Tym smutnym akcentem przechodzimy do kolejnej, pełnej rowerów sali. Zaczynamy od archaicznych modeli: francuski welocyped i bicykle. Po poznaniu historii roweru na świecie, przechodzimy do lokalnych, radomskich rowerów. Radomianie, pierwszy rower zobaczyli na własne oczy 14 sierpnia 1885 roku, kiedy Franciszek Doleżal z Warszawy przejeżdża przez Radom. Już rok później do miasta zostaje sprowadzony pierwszy welocyped, a w grudniu tego samego roku Pan Sokołowki zostaje radomskim konsulem Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów. W radomskim Starym Ogrodzie rozegrano pierwsze rozgrywki kolarskie już w 1887 roku. W mieście powstał pierwszy tor kolarski o długości 323 metrów. Ruszała kula śnieżna, której nie dało się zatrzymać.  Wzdłuż ściany stoją rowery, kierownicza przy kierownicy, a przewodnik opowiada nam wszystko co wie, plus to co my chcemy wiedzieć. Poznajemy budowę roweru i to jak się przez lata zmieniała. Kształty ram i kierownicy, systemy napędzania i hamowania, to wszystko kształtowało się przez lata, a muzeum ma tyle eksponatów, że z zasadzie możemy spacerując zobaczyć te zmiany na własne oczy.



Pod koniec tej alejki dostrzegamy rower wojskowy przy którym zatrzymujemy się na dłużej, bo jego budowa i systemy które posiada, musiały być idealnie dobrane do przeznaczenia roweru. Do wszystkiego musiał być łatwy dostęp, a nawet zmiana przerzutek musiała nastąpić szybko, ale z drugiej strony, rower musiał być bardzo wytrzymały. To niesamowite, jakimi rowerami poruszali się żołnierze. Odlew takiego roweru w skali 1:1 znajdziemy przed budynkiem Urzędu Miejskiego.  Drugi temat, który na zatrzymuje to ciekawostka której poświęcę oddzielny akapit.

Ja, jako harcerka, co prawda nie działająca już czynnie, ale jednak sercem.. W 2017 roku Związek Harcerstwa Polskiego zorganizował – uwaga trzymajcie się – rowerową sztafetę dookoła świata Bike Jamboree. W maju 2017 roku wyruszyli z Gdańska i nieprzerwanie podając pałeczkę innej grupie jechali dookoła świata, naprawdę. Całość podzielono na 37 etapów, z Gdańska, do Gdańska. O całym projekcie możecie przeczytać na stronie tego wydarzenia. Ale dlaczego wspominam o nim tutaj? Bo 29 etap kończył się w Stanach Zjednoczonych w Glen Jean, gdzie odbywał się Światowy Zlot Skautów Worlds Scout Jamboree. I ten właśnie 29 etap był ważny dla Radomian. W 1937 ktoś już wpadł na podobny pomysł. Wtedy grupa 36 harcerzy pojechała z Polski do Holandii na taki sam zlot. Pokonali wtedy trasę ponad 1000 kilometrów na rowerach, a jeśli był to rok 37 to możecie sobie wyobrazić jakie to były rowery. W tej 36 osobowej ekipie był Piotr Wykrota, ruszający z Radomia na znanym już rowerze Łucznik. Wykrota, Wykrota, coś Wam to mówi? Świetnie! W 2019 roku jego wnuk z córką i radomskimi harcerzami lecą do USA z retro rowerami! Ruszają, a jakże z Radomia, to jest totalny hit! Ruszają z wioski Radom w stanie Illinois w Stanach Zjednoczonych i jadą na starych rowerach marki Łucznik, wyposażeni w niemalże zabytkowy sprzęt do Glen Jean w Zachodniej Wirginii. Czy to nie są ludzie z pasją? Dymać trasę liczącą 800 kilometrów na ponad 80 letnich rowerach bez przerzutek, w palącym słońcu, prawie miesiąc? Jeśli nie, to ja niż nie wiem kim są ludzie z pasją.

Ufff emocje opadają, a my możemy zwiedzać dalej. Czytamy propagandowe plakaty reklamujące rowery i turystykę rowerową. Oglądamy katalogi, z opisem różnych typów rowerów, wiecie to takie gazetki prawie jak z Avonu, gdzie możesz sobie zamówić co tam chcesz. O ile Cię stać, to za gotówkę, a jeśli nie, to możesz kupić rower na raty. Dalej widzimy całą grupę szosowych rowerów. Te mają cieniutkie opony, lekkie ramy, aerodynamiczną pozycję kolarza, a nawet uchwyt na bidon.

Ostatnia olejka to rowery z napędem silnikowym po prawej i nowsze modele po lewej stronie. Jeden bardzo stary model ma nawet fotelik dla dziecka, któremu nadal współczuje takie jazdy. Swoją drogą, nigdzie nie wspominałam, że kiedyś rowery były produkowane i sprzedawane bardziej indywidualnie, każdy miał z przodu emblemat, a z tyłu pod siodełkiem tablice rejestracyjne. Jeden miał też kierunkowskaz. Niektóre rozwiązania i ciekawostki wbijały mnie w ziemię.

Te nowsze modele możemy pamiętać już z dzieciństwa: Wigry, Flaming czy Pelikan. Znane nam w końca XX wieku (Boże, ja to brzmi 😂) składaki. Jest też stylizowany na amerykański model Polo Lux. Niestety zbliżamy się do końca wystawy. Jeszcze trochę rozmawiamy z naszym przewodnikiem. Na stronie muzeum widniała informacja, że szacunkowy czas zwiedzania do 40 minut. Jesteśmy tu ponad dwie godziny i mogłabym obejść je raz jeszcze. Jednak trochę nam się spieszy, więc wychodzimy i dziś niestety już nie dane nam będzie tam wrócić.

Wpis wyszedł długi, ale mam nadzieję, że udało Ci się wytrwać do końca. Powtórzę raz jeszcze: od poniedziałku 15 marca Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu zastaje zamknięte. Jednak ja mocno wierzę, że takie osoby, jak prowadzący to miejsce Państwo Wykrota i Stowarzyszenie Sprężyści będą działać nadal. Oni zapalili we mnie chęć poznania rowerowego świata i dzięki wizycie w tym miejscu mam na oku kolejne ciekawe muzeum do odwiedzenia. Poza tym takie miejscówki są świetne, dlatego kochani 1) szukajmy ciekawych, nietuzinkowych muzeum do odwiedzenia i 2) rozejrzyjmy się po okolicy i bierzmy udział w życiu swojego miasta zwiedzając takie perełki.

 

Uściskam mocno

Was, wszystkich rowerowych zapaleńców, Państwa Wykrota i członków „Sprężystych”.

Mam nadzieję, że jeszcze się wszyscy spotkamy, a ja będę mogła głośno powiedzieć:

Idzie zwiedzieć Muzeum Polskiego Roweru w Radomiu!

Maja R.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza