19.12.20

O mnie, o nas i trochę o tym, dlaczego zaczynam pisać bloga!


Cześć Wam!

To pierwszy wpis na moim, trochę naszym blogu. Zacznę od początku, czyli kim jestem, a po części o tym kim nie jestem.

Nazywam Maja, od 1 września 2018 Maja Raczyłło, bo za pannę Grabowska. Mój mąż Krzysiek będzie również integralną częścią tego mojego małego, pierwszego dziecka, chociaż podejrzewam, że jego będzie tutaj zdecydowanie mniej aniżeli mnie. Bądź co bądź to ja póki co będę pisać teksty, zajmuję się również zdjęciami. Ostatecznie to ja uparłam się spełnić swoje marzenie by pisać własnego bloga. Mam nadzieję, że z biegiem czasu i on się przekona i coś tutaj wyskrobie (może coś technicznego, bo on jest na serio dobry w te klocki). Tak więc w roli ścisłości: jest nas dwoje Maja i Krzysiek, młode małżeństwo w pogoni za nastoletnimi marzeniami. Dziś odpalam bloga, o którym myślałam już od dawna. Nazwałam go www.życiedookołapodróży.pl, bo traktować on będzie nie tylko o podróży, ale i o wszystkim dookoła. Mam ogromną potrzebę wyrzucenia z siebie wielu myśli, toteż będzie tu też sporo po prostu – o życiu.

Podróże to nie tylko pocztówkowe widoki, magnesy na lodówkę, jedzenie w restauracjach. 
W mojej opinii to dogłębne poznawanie świata i siebie. 

Dotychczas nasze podróże przyniosły nam więcej pytań niż odpowiedzi, 

dlatego działam i otwieram swoją przestrzeń w internecie.

Będzie różnorodnie. Spodziewajcie się więc mocno tematycznych wpisów, poradników, opisów miejsc i planów wypadów. Ponad to będzie też luźniej, co jednak nie oznacza lekkich tematów. Mam bardzo dużo pomysłów, przemyśleń, sytuacji, zdarzeń, które z chęcią przekuję w blogowe artykuły.

Dwa zdania o mnie. Okej, wyszło nieco więcej.

Pochodzę z małej wioski Potaśnia, leżącej tuż pod małym miastem Ostrzeszów. Nie słyszałeś? Nie dziwię się, bo jesteśmy absolutną piętą Wielkopolski. Za nami, w największym województwie w Polsce znajduje się tylko Kępno. Dzieciństwo? Jak w wielu polskich domach, to znaczy ja, mama, starsza siostra i starszy brat. Jak na małą wieś przystało uczęszczałam do równie małej podstawówki. Wiesz co to mała podstawówka? 8 osób w klasie – tak, nie żartuję, a najmniejsza klasa liczyła 6 osób. Do gimnazjum, bo wtedy jeszcze takie szkoły były, poszłam już do miasta. Kolejno wybrałam szkołę średnią – do dziś darzę ją ogromnym sentymentem. W wieku 19 lat wyprowadziłam się z domu i wynajęłam pokój u kolegi. Wiecie jak to jest, trochę awantur, buntownicze nastawienie, kilka zdań za dużo i bardzo młoda osoba postanawia iść na swoje. To była dobra decyzja i dziś uważam, że zrobiła mi i mojej mamie bardzo dobrze. Wszystkie topory wojenne zostały zakopane, a teraz pozostaje się śmiać z tamtych czasów.   Ale wtedy tak, zabrałam torbę i wyszłam. Był grudzień 2012 roku. Poszłam i żyłam za kasę zarobioną na wakacyjnej, niemieckiej „sezonówce”. Dodatkowo dorabiałam w klubie, gdzie albo stałam na zmywaku, albo byłam kelnerką. Przygotowywałam się równocześnie do egzaminów i całe szczęście z dobrymi wynikami zdałam maturę i technika z ekonomii. Dzięki temu znalazłam pracę w biurze rachunkowym oraz dostałam się na studia. Okej, dostać się brzmi wzniośle biorąc pod uwagę, że była to rachunkowość zaocznie. Każdy wie, że na studnia zaoczne wynik nie ma znaczenia, za to ważne jest aby uiścić wszystkie opłaty w terminie. Tak przeminęły mi trzy lata życia. Licencjat obroniłam, na magisterkę iść nie chciałam. Studia nie spełniały moich oczekiwań, a rozjazd między tym co na uczelni, a tym co w pracy był szeroki jak Andy długie. Także tak sobie przez lata pracowałam, uczyłam się, działałam mocno w harcerstwie (o tym dziś tylko wspomnę, ale ten etap mojego życia na pewno rozwinę jeszcze na blogu) i świrowałam na punkcie aktywności fizycznej. Mam charakter niepozwalający mi usiedzieć w miejscu, dlatego zamiast w weekend odpoczywać po pracy, to w pracy odpoczywałam po intensywnym weekendzie. Biegałam na zawodach, brałam udział w ich organizacji. Chodziłam w góry, jeździłam w miasta, latałam za granicę. Przygotowywałam biwaki, jeździłam na nie z innymi. Szkoliłam się, zdobywałam doświadczenia. Mieszkanie, bo w międzyczasie udało nam się wspólnie kupić małą kawalerkę, zamieszkiwałam od poniedziałku do piątku. Czasami krócej, bo często wracałam skądś w poniedziałek rano i szłam prosto do pracy, a kiedy w piątek z niej wychodziłam to miałam już plecak na plecach i ruszałam w drogę. Był rok 2018, miałam 25 lat. Pani księgowa na umowie o pracę, ciepła posadka w biurze, kilku przyjaciół, mieszkanie, zakończony etap szkolnej edukacji, realizowanie pasji i liczne małe podróże. Kochałam to zawsze, ale chciałam po prostu więcej. Czy miałam prawo tak marzyć?


Opowiem Wam o nim, co by nie było tak jednostronnie.

Krzysiek mój od dwóch lat mąż, od 8 albo 9 chłopak. Kurde nigdy nie wiemy dokładnie, chyba 9. Dobra przyjmijmy, że jesteśmy parą niecałe 10 lat będzie prościej. Dziś ma lat 30 co nieustannie jest powodem do robienia sobie żartów. Pochodzi z Radomia. W porównaniu do Potaśni czy Ostrzeszowa Radom każdy zna. Sławę zawdzięcza niestety niechlubnie Chytrej Babie, tunelowi świetlnemu na rynku za horrendalną kwotę, lotnisku które nie działa i wiele innym smaczkom – to jest w ogóle materiał na cały wpis – zrobię go! Jako mały bąbel mieszkał na Nowotki (sprawdziłam historię i kiedyś była to ulica Szeroka, Piłsudskiego, Kastanienalle niem. Aleja Kasztanowa, po raz drugi Piłsudskiego, przy kolejnej zmianie pojawił się Nowotka i na koniec – po raz trzeci na tablicach zawitał - Józef Piłsudski). Jak miał dwa lata sam na własnych nogach wszedł do kościoła na swój chrzest, wrócił on jeszcze na komunie i bierzmowanie, potem jego drogi z kościołem rozeszły się na dobre. W międzyczasie gdzieś po drodze cała familiada, tj. rodzice, on i dwójka nieco starszych braci uciekli z kamienicy w centrum miasta na jego obrzeża.  Ale wracając, on już za młodu był buntownikiem i do przedszkola nie chodził. Za to kiedy minął drzwi szkoły podstawowej od razu wpadł na głęboką wodę, bo jego klasa już w podstawówce liczyła sobie ponad 30 dzieci! OMG, dlatego nie mogłabym być nauczycielką. Po latach działania w harcerstwie, wiem co to dużo dzieci na raz. On też śmigał do gimnazjum, do którego jak to w dużych miastach bywa liczą się już punkty. Przyszły czasy szkoły średniej i tutaj wybór padł na liceum o profilu kształtowanie środowiska. Przez krótki okres bawił się nawet życiem studenta dziennego. I to bawił się tak, że z obozu studenckiego wrócił łysy i bez głosu. Ostatecznie jednak zmienił zdanie co do studiowania i po poszukiwaniach poszedł robić prawo jazdy na C+E. Jakiś czas, a w zasadzie dobrych kilku lat bujał się jako kierowca międzynarodowy. Znacie temat, zagranica, system 3 tygodnie w pracy, tydzień w domu, życie na walizce, spanie w kurniku, słoiki, życie rozwalone na kawałki. Kasa się zgadzała, ale w pewnym momencie uznaliśmy, że co z tego! Przecież on też kochał podróże, chciał regularnie uprawiać sporty. Był zmęczony tym, że jak wraca na tydzień nie daję mu spokoju i ciągnę po kraju. Ja chciałam z nim gór, a on chciał po prostu wyspać się jak człowiek w łóżku i wykąpać pod prysznicem. Miał nawet krótki epizod pracy w Polsce, ale nie będę czarować, to nie były takie dobre czasy.


Wspólne pasje, wspólne decyzje i wspólne życie

Oby dwoje zawsze kochaliśmy aktywność. Ja bieganie, pole dance, siłownia. On rower, bieganie, siłownia. Wspólnie dłuuuugie spacery po górach, to było to. Do tego krótkie wypady jak każdy na szybkie urlopy. Ostatecznie postanowiliśmy – basta. Chcieliśmy ruszyć w drogę i to na dłużej niż ustawa o urlopie przewiduje. Na to potrzebny jest hajs, a ten nikomu z nieba nie leci. Postanowiliśmy zmienić swoje życie i iść przez nie bardziej we dwoje codziennie, a nie w systemie 3 na 1. Kiedy zaręczyliśmy się pod koniec lutego 2018 wiedzieliśmy, że do ślubu dojdzie szybko, a zaraz po nim planowaliśmy wspólnie wyjechać za granicę. Odeszłam w pracy, zostawiłam ludzi których znałam i pasję które miałam tutaj. Miesiąc po ślubie, który ogarnęliśmy w pół roku wyjechaliśmy do Niemiec. Krzysiek miał tam już pracę jako dostawca towarów do sklepu. Super sprawa, codziennie był w domu i to już można było nazwać życiem. Ja zaczęłam szukać pracy i jak się dość szybko okazało zmieniać ją. Przez 1,5 roku przerobiłam 4 firmy, gdzie kolejno składałam kebaby, sprzątałam piekarnie, robiłam kanapki, a na koniec byłam panią na kasie w polskim sklepie. Życie w Niemczech wspominam na serio świetnie! Dawno nie nauczyłam się tyle, ile w te 20 miesięcy. Moja emocjonalna parabola była jak ogromny rollercoaster w Energylandi. Po X latach intensywnego, ale nie da się ukryć stabilnego życia zderzyłam się z wieloma nowymi sytuacjami – było warto. Ostatecznie odłożyliśmy nieco pieniędzy, które miały iść na podróż dookoła świata. Kiedy byliśmy już gotowi do drogi, ubiegł nas on – wirus, który każdemu już zdążył uprzykrzyć życie. Mimo to, postanowiliśmy ruszyć jak tylko się dało. Wręczyliśmy na ręce pracodawców wypowiedzenia. Spakowani w kartony wróciliśmy do domu. Przepakowaliśmy manatki i wyjechaliśmy.


 Co z Ciebie za blogerka

mogą zapytać niektórzy. Mogą owszem, a ja odpowiem. Dziś już z podniesioną głową, a nie schowaną gdzie się tylko da. Dojrzałam do tego i wiem dlaczego chcę to robić. Widzę w tym ogromny sens i pomimo tego, że rynek blogowy jest już bardzo rozbudowany (za co bardzo dziękuję, bo to on pomógł mi się otworzyć i pozwolił uwierzyć, że to jest możliwe) zamierzam znaleźć w tej przestrzeni miejsce dla siebie.

Widzicie jednak sami kim jestem, a w zasadzie kim nie jestem. Bo oto cała ja - zwykła dziewczyna, w sumie kobieta. Nie jestem fotografką, bo to tylko moja pasja. Nie jeździłam na szkolenia, nie kształciłam się w tym zakresie, nie robiłam tego zawodowo. Po prostu kiedyś to polubiłam, potem to olałam, a potem znów temat wrócił jak bumerang. Nie jestem podróżnikiem, po prostu tak wyszło, że bardzo mnie to kręci. Nadal nie byłam  „w świecie”. Nie jestem pisarką, ba nawet nigdy nie byłam dobra w język polski (matematyko, królowo nauk, kocham). Nie studiowałam też dziennikarstwa, historii, kultury, teologii. Nie znam się na reportażach, polityce, sytuacji na świecie. Nie mówię językami obcymi, internetowymi czy innymi informatycznymi (co blogerowi może się przydać). Nie znam tajników social mediów, marketingu, reklamy.

No więc co ja tu robię? Piszę 📝
Kto dał mi prawo? Ja sama 💖
Czy się boję krytyki? Jak cholera 👀
Więc? Więc bój się i rób! ✊


Kocham to zdanie,  które mam nadzieję pozostanie ze mną zawsze: Bój się i rób!   Bo to, że się boję, to oczywiste. Boję się krytyki, braku odbiorców, publicznego wyśmiania. Czy jest obawa, że nie raz spalę się ze wstydu? Czy jest możliwe, że kilkanaście nocy przepłaczę w poduszkę? Czy jest ryzyko, że się załamię przygnieciona internetowym hejtem? Trzy razy TAK! Mimo to postanowiłam spróbować. Najwyżej tak będzie, ale jak tego nie zrobię nigdy się nie dowiem. Wolę się czasami rozczarować życiem początkującego blogera, przekonać na własnej skórze czy to jest dla mnie niż żałować, że nigdy takiego życia nie spróbowałam.


Podsumuje już ten post, co by nie wyszedł za długi, za nudy i co by nie wyczerpał tematu. Dwójka zwykłych ludzi, po zwykłemu jeździ po Polsce, po Europie
- i niech mnie ktoś zatrzyma! –
 
mam zamiar za niedługo powiedzieć, że jeździ też po Świecie - bo czemu by nie.


Mówię to głośno, bo bardzo mocno w to wierzę, bo uważam że każdy może. Owszem, nie każdy chce i wcale nie musi. Rozumiem domatorów, których życie bez podróży jest równie piękne. A przecież o to chodzi, żeby każdy żył pięknie i w zgodzie ze sobą. Dlatego ten blog, dlatego powstało nasze Życie Dookoła Podróży. Jako uzupełnienie, bo chcę się podzielić naszymi podróżami, pokazać co, jak, gdzie, za ile. Mam zamiar zachęcić Was do ruszenia w drogę, nawet krótką, przecież to nie jest takie straszne. A co jeśli nie lubisz podróży? To nic, bo zostawiam sobie furtkę. Jak wspomniałam będzie też o życiu. Podróże dla samych podróży, u nas nie tędy droga.

Zapraszam Cię do kolejnych wpisów, które pojawią się niedługo. Będzie o naszej ostatniej podróży autostopem po Europie. O rowerowym wypadzie w góry. O dawnych wyprawach, gdzie wszystko się zaczęło. I oczywiście o naszym najnowszym projekcie: czyli budowie całorocznego kampera!

W ogóle i szczególe - o ŻYCIU DOOKOŁA PODRÓŻY ❤

Zapraszam, polecam się

Maja R.





4 komentarze:

  1. Pierwszy wpis, a już widać ile pracy w to wkładasz. Będę wpadać częściej. Powodzenia! ~ Samuraj

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno będę tu zaglądać. Trzymam kciuki, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! I oczywiście zapraszam - już we wtorek <3

      Usuń